Dog Argentyński, jak każdy rasowy pies, ma predyspozycje do pewnych problemów zdrowotnych. To nie jest tak, że każdy przedstawiciel rasy będzie je na pewno miał, ale decydując się na tę rasę należy liczyć się z tym, że mogą one u naszego pupila wystąpić i wystąpienie tychże problemów jest bardzo prawdopodobne. Jednym z tych problemów jest wrodzona głuchota.

Żeby było jasne: jest to wpis z perspektywy laika dla laika. Sama pamiętam, jak musiałam się mierzyć z tym tematem i klikałam od strony do strony. Dlatego chciałam to zebrać w jednym miejscu w taki sposób, żeby było opisane trochę od strony medycznej, dlaczego akurat te problemy mogą wystąpić, ale też co to oznacza dla nas – właścicieli tej rasy.

Te kilka potencjalnych problemów zostanie przedstawione w osobnych wpisach. Zaczynamy od wrodzonej głuchoty, a w kolejnych częściach pojawi się temat dysplazji i alergii.

Skąd się bierze wrodzona głuchota

Badania naukowe dowodzą, że wrodzona głuchota jest związana z kolorem sierści i rozłożeniem pigmentu. Przeważnie występuje właśnie u psów mających białe umaszczenie (nawet częściowe) * . Wynika to z faktu, że geny odpowiedzialne za głuchotę są powiązane z genami kodującymi białe umaszczenie. Białe psy mają mniej melanocytów (komórek barwnikowych). Zmniejszona ich liczba powoduje niewystarczające ukrwienie ślimaka ucha, a to znowu skutkuje obumarciem nerwów odpowiedzialnych za słuch, który rozwija się w pierwszych tygodniach życia szczeniaka. Przy okazji, taka ciekawostka: psy niebieskookie zazwyczaj są głuche, gdyż gen odpowiadający za niebieski kolor oczu również jest powiązany z głuchotą. Jeśli ktoś Wam kiedykolwiek będzie chciał sprzedać niebieskookiego Doga Argentyńskiego, to nie dajcie się oszukać. Po pierwsze DA powinny mieć kolor oczu ciemny lub orzechowy, a po drugie istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że ten pies jest głuchy.

 *  nie dotyczy to ras: owczarek podhalański, samojed, biały owczarek szwajcarski i westie

 

Jak zbadać słuch u psa?

Jedynym sposobem na sprawdzenie, czy pies słyszy, jest przeprowadzenie BAER Testu, który bada reakcję pnia mózgu na bodźce akustyczne. Tylko to badanie daje nam 100% gwarancji, że pies rzeczywiście słyszy. Test ten można przeprowadzić już od 35 dnia życia szczeniaka. Można go przeprowadzić pod narkozą, i tak miała robione badanie Alabama w wieku 9 tygodni, ale również bez narkozy. Poniżej możecie zobaczyć dwa filmiki, jak takie badanie się przeprowadza.

Badanie słuchu u Dalmatyńczyka bez narkozy:

 

Badanie słuchu u Doga Argentyńskiego pod narkozą (niestety filmik jest zablokowany i nie można go umieścić na stronie):

https://www.youtube.com/watch?v=rdhcNU3Di9E

 

Najważniejsze jednak jest nie samo badanie, a jego wyniki. Każde ucho jest badane osobno, a wyniki dostaje się w postaci wykresu. Poniżej znajdziecie zdjęcie wykresu z badania czterech szczeniaków.

Zrzut ekranu 2016-04-30 o 23.59.27

Szczeniak 1 słyszy w obydwu uszach

Szczeniak 2 słyszy tylko na prawe ucho

Szczeniak 3 słyszy tylko na lewe ucho

Szczeniak 4 jest głuchy.

Źródło: http://www.lsu.edu/deafness/baerexpl.htm

 

W Polsce takie badania można przeprowadzić w dwóch ośrodkach. Jeden znajduje się we Wrocławiu (http://www.wet.up.wroc.pl/index.php/katedra-chorob-wewnetrznych-z-klinika-koni-psow-i-kotow), a drugi w Warszawie (http://www.badaniasluchu.com).

 

Po czyjej stronie leży obowiązek wykonania Baer Testu?

Moim zdaniem leży to po stronie hodowcy. To on (górnolotnie) powołuje do życia szczeniaki i to, za przeproszeniem, jest jego zasranym obowiązkiem zadbać, by szczeniaki były zdrowe. Nie wierzcie w żadne sprawdzanie słuchu poprzez gwizdanie, uderzanie w garnki, czy przywoływanie szczeniaków, bo jak jest grupa, to wystarczy, że jeden usłyszy, a reszta poleci za nim ciekawa, gdzie i co się dzieje. Nawet jeśli każdy szczeniak był “sprawdzany” osobno i reagował na dźwięki, wcale nie oznacza to, że nie jest głuchy. Może słyszeć, ale tylko na jedno ucho. Jedyną gwarancją, że pies ma na 100% sprawny słuch, jest Baer Test. W polskim prawie pies jest rzeczą (towarem), zatem możemy wymagać od hodowcy, by towar, który kupujemy był sprawny. Wymagajcie od hodowców wyników baer. Wyników, czyli wykresu z badania, nie żadnego zaświadczenia, że piesek słyszy.

My nie mieliśmy z tym problemu. Dla Kingi było oczywiste, że miot musi być przebadany, a wyniki Alabamy otrzymaliśmy przy odbiorze szczeniaka. Żeby to było jasne: tak, Alabama słyszy prawidłowo w obydwu uszach. Wiem jednak, że nie dla wszystkich hodowców Baer Testy to oczywista kwestia i wiem, że niektórzy mogą się wykręcać lub bagatelizować ten problem. A ponieważ badania te nie są obowiązkowe w rasie, to wszystko zależy od świadomości nabywców, czyli od nas. Jeśli hodowca nie chce przeprowadzić badań to zrezygnujmy i poszukajmy takiego, dla którego zrobienie tych badań nie będzie problemem.

Po co?

Żeby świadomie podjąć dezycję, czy kupimy psa w pełni słyszącego, czy podejmiemy się pracy z psem półgłuchym.A jeśli decydujemy się na psa, który jest półgłuchy, to żeby wiedzieć, jak z nim pracować. Taki pies będzie potrzebował więcej uwagi i więcej cierpliwości, niż pies w pełni słyszący. Na pewno też sygnały wysyłane do psa (gesty) będą musiały być bardziej precyzyjne. Tak naprawdę decydując się na zakup szczeniaka zobowiązujemy się do dbania o niego, a w szczególności o jego zdrowie. My mamy obowiązek zapewnić psu i jego otoczeniu pełne bezpieczeństwo. A jak chcecie to zrobić, nie wiedząc czy słyszy, czy nie? Czy chcecie przy każdym przywołaniu zastanawiać się, czy Was nie słyszał, czy zignorował? Kupując przebadanego szczeniaka dajemy sobie oraz psu szanse na prawidłowe relacje. A chyba na tym nam przede wszystkim zależy.

 

O Autorze

4 komentarze

  1. Natalia

    Fajnie się czegoś dowiedzieć. Co do genetyki – to wiedziałam, ale jak jest przeprowadzany Baer Testy nie. :)) Cieszy mnie to , że u Alabamy wszystko w porządku. Tak jak już kiedyś pisałam – bardzo ważny jest hodowca, jego podejście, zaangażowanie w to co robi, pasja i bezgraniczna miłość do psów. Dzięki takim ludziom mamy świadomych właścicieli. Zazdroszczę po raz n-ty takiego kontaktu 😉

    Odpowiedz
    • Luiza

      Mam nadzieję, że pod względem merytorycznym treść odnośnie głuchoty jest strawna również dla osób, które mają wiedzę 😉 Zanim przygotowałam wpis, to byłam przekonana, że Baer można przeprowadzić tylko pod narkozą, więc sama się czegoś przy okazji dowiedziałam 🙂 Co do Alabamy, to myślę, że głuchota szybko by wyszła. Natomiast, gdyby była półgłucha, a nieprzebadana to moglibyśmy nie wiedzieć. Dlatego badania są tak ważne. Na szczęście Kinga (niestety chyba jako jedyna), to rozumie. Nie zgodzę się, co do zdania, że dzięki hodowcom mamy świadomych właścicieli. Owszem, tak powinno być, ale niestety nie jest. Dla przeciętnego hodowcy uświadamianie potencjalnego właściciela szczeniaka byłoby zbyt kosztowne, bo nagle okazałoby się, że jednak muszą zacząć badać swoje psy (i płacić za te badania), bo nabywcy szczeniąt zaczęli by tego wymagać. A na ten moment nabywcy są nieświadomi, ciężko gdziekolwiek znaleźć informacje o tym i nikt na hodowcach nie wymusza tych badań. A hodowcy milczą, żeby nie ponosić dodatkowych kosztów.

      Odpowiedz
      • Natalia

        No niestety, są tacy którzy czują się zobowiązani do zrobienia badań – i ich opłacenia oraz przygotowania nowych właścicieli do tego co ich czeka, jak i również tacy, który po macoszemu powiedzą co trzeba by było, czego można się spodziewać, dać małą wyprawkę i koniec. Bardziej mi chodziło o całokształt 🙂 Może patrze na to z innej strony, ale widzę ile osób nie ma kontaktu z hodowcą i nabywa wiedzę samemu i to ze złych źródeł albo po prostu rozleniwiają się i tego nie robią. Gdyby może mieli “nad” sobą takiego hodowcę, to żyli by w przeświadczeniu, że ktoś po części ich kontroluje. Ludzie starają się, jeżeli widzą, że ktoś ich sprawdza, czy też wydzwania/pisze i dopytuje jak czuje się szczenie, jak idzie nauka, doradza. Oczywiście tutaj albo ludzie starają się, albo uciekają i się denerwują myśląc “zapłaciłem, niech się odpieprzy” :)) Mam nadzieję, że rozumiesz o co mi chodzi.

      • Luiza

        Tak, rozumiem. I tak o tym myślę, patrząc też wstecz na kontakt z hodowcami, od których mieliśmy poprzednie psy. I nie będę wybielać żadnej ze stron, bo uważam, że i hodowcy i nabywcy są winni tej sytuacji. Z jednej strony hodowcy, bo przeważnie jak dostaną kasę, to już mają gdzieś to, co dalej się dzieje z ich psami (zwłaszcza wtedy, kiedy dochodzi do jakichś problemów), a z drugiej strony też nabywcy, którzy mają właśnie takie myślenie, że zapłaciłem, pies jest mój, więc mam prawo robić wszystko po swojemu i wdrażają w życie głupie pomysły wyczytane na różnych forach. A potem płacz i zgrzytanie zębami, jak się okazuje, że pies ma np. dysplazję i wszystko zwalają na genetykę i hodowcę…. Jedyne wyjście to uświadamianie ludzi, czego powinni wymagać od hodowców, ale również pokazywanie hodowcom, że wśród nich są tacy miłośnicy, dla których dobro ich psów (rasy) jest najważniejsze 🙂

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany