Utrzymanie psa kosztuje, a zwłaszcza Doga Argentyńskiego kosztuje. I to niemało. Oczywiście na pewnych rzeczach możemy oszczędzić, typu akcesoria. Czy nawet na szkoleniach. Bo nie oszukujmy się, nie każdemu będzie się chciało chodzić ze swoim psem na FitPawsy, bieżnie wodne, detekcje itd. Natomiast nie da się oszczędzić na karmie i opiece weterynaryjnej.
My mamy ten luz,  że naszemu psu specjalnie nic nie dolega. Sporo wydajemy na weta, ale są to pierdoły w porównaniu do niektórych historii o alergiach, atopowych zapaleniach skóry, czy dysplazjach i krzywiznach. Ja sporo rzeczy robię kontrolnie i dla własnego spokoju. Chcę mieć przebadanego psa i chcę wiedzieć, jak go dalej prowadzić. Dlatego w tym miesiącu największą kasę zjadły wydatki na weterynarza i badania.

koszt utrzymania psaBadania moczu

Tak jak pisałam w grudniu, Gruba miała bakterie w moczu. W pierwszym badaniu po antybiotykoterapii wyszło, że bakteria nadal jest, więc powtórzyliśmy badania. I tu się zaczyna zabawa. W kolejnym badaniu wyszło, że ma nie tylko bakterie, ale również gronkowca. Od razu zapaliła mi się czerwona lampka. No bo najpierw wg naszej wet miała tej bakterii naprawdę niewiele i weterynarz zastanawiała się, czy w ogóle jest sens podawać antybiotyk. A w kolejnych badaniach wyszło, że tej bakterii jest chyba z 10 razy więcej i jeszcze jakiś gronkowiec się przypałętał. Więc postanowiliśmy, że najsensowniej będzie dać mocz do ponownego zbadania, ale w innym laboratorium. No i w tym drugim wyszło, że nie ma nic. Ani bakterii, ani gronkowca. No i teraz pytanie, które laboratorium się pomyliło. Więc dałam dla świętego spokoju do kolejnego laboratorium i tam również wyszło, że jest czysto. Ani gronkowca, ani bakterii.

Jeszcze na konsultacji u naszej weterynarz rozmawiałam z nią o tych badaniach i sprawdziła nazwisko lekarza badającego próbkę w ostatnim laboratorium i stwierdziła, że jeśli ufać, to tylko jego wynikom. I tak sobie po tym wszystkim pomyślałam. Ciekawe, ile jest takich przypadków, w których ludzie wierzą w pierwsze wyniki. W ogóle się nie zastanawiają, skąd takie wyniki mogły się wziąć i zaczynają leczyć gronkowca, którego nie ma… A potem, jak w rzeczywistości takie bydle się pojawia, to odporne na wszystkie substancje.

Na szczęście w naszym przypadku łatwo dało radę sprawdzić, czy to pomyłka. Zwłaszcza, że pobieranie próbki moczu nie jest dla psa w żaden sposób inwazyjne, więc można te badania powtarzać do woli.

Testy alergiczne

Już od dłuższego czasu skłaniałam się ku zrobieniu testów na alergię. Wiadomo, że rasa ma predyspozycje do alergii skórnych i pokarmowych. U Grubej nigdy nie wystąpiły drastyczne objawy alergiczne, ale od początku jest mi wiadomo, że jest wrażliwa. Od początku na różne smaczki, czy przy próbie zmiany karmy nawet na tego samego producenta, ale inny smak, reagowała biegunkami, czy drapaniem się. Ostatnio nawet na karmie, na której jest od szczeniaka zaczęła się intensywniej drapać. Nie wiem, czy zmienili skład, ale drapanie się jest zbyt intensywne.

Wiem, że standardowo weterynarze zlecają testy dopiero po ukończeniu 2 roku życia. Chyba, że jest jakiś ciężki przypadek, to wtedy czasami decydują, że lepiej zrobić je wcześniej.  Nasza wet mówiła, że najlepiej zrobić testy na przełomie grudnia / stycznia. A Gruba kończy 2 lata w kwietniu.  Zdecydowaliśmy więc, że skoro Alabama jest taka wrażliwa, to nie warto już czekać i nic się nie stanie, jak wykonamy testy wcześniej.

Testy alergiczne robi się z próbki krwi. Grubej pobrano dwie próbki. I teraz tak, my wzięliśmy panel rozszerzony, który kosztował 555 pln. W tym panelu mamy dwa oznaczenia alergenów IgE i IgG. Nie jestem jeszcze za bardzo ogarnięta weterynaryjnie, ale najprościej mówiąc, oznaczenie IgE mówi nam o alergenach, które od razu uczulają. A IgG o tych, które dają objawy długo po spożyciu alergenu.

Wynik

To, co wyszło Grubej w testach i czego się spodziewałam, to groch, kukurydza, soja. Okazało się jednak, że jest również wrażliwa na ryż, ziemniaki, owies, pszenicę i chude ryby (ups).

Dodatkowo zrobiliśmy badanie przesiewowe na alergeny środowiskowe i wyszło, że jest uczulona na trawy i zioła oraz grzyby i roztocza. Ponieważ w tych testach, które opłaciliśmy, nie było wypisane dokładnie na co jest uczulona, więc dopłaciłam 315 pln za różnicowanie  alergenów w tych grupach. Jeśli chodzi o grzyby i roztocza, to wyszło, że jest wrażliwa na roztocza kurzu domowego. Na szczęście nie utrudnia nam to życia. Ale to pewnie dlatego, że mam zwyczaj prania kocy i pościeli w bardzo wysokiej temperaturze, 60 lub 90 stopni. Zimą, zwłaszcza jak są temperatury minusowe, to wietrzę pościel tak z 10 – 15 minut na zimnym powietrzu. Do tego przy sierści Doga Argentyńskiego odkurzanie co dwa dni to przymus, więc chcąc nie chcąc muszę często odkurzać.

Wiele osób mówi, że nie warto robić testów, bo nie są miarodajne. Jednak dla mnie, widząc reakcję Grubej na suchą karmę i to jej drapanie się, testy były najszybszym sposobem dojścia do tego, które dodatki ją uczulają. Bo, że nie ma uczulenia na mięsa, to można samemu do tego dojść stosując dietę eliminacyjną. Ja jednak do tej pory karmiłam ją na co dzień suchą karmą. Tylko, że zaczął się robić problem, kiedy Gruba zaczęła się drapać nawet po Taste of the wild, którego dostaje od szczeniaka.

Decyzja o dalszym karmieniu

W związku z tym, że nie trafiłam jeszcze na karmę, w której nie ma któregoś z alergenów, to wyniki testów przyspieszyły moją decyzję o przejściu na BARFA. Zamrażarka jest już pusta. Teraz mam plan wybrać się w lutym na semi BARFowe, a w marcu na warsztaty. Już powoli przeglądam zamówienia zbiorcze i patrzę na ceny. Na pewno na początku będzie mnie to kosztować znacznie więcej niż karma. Ale pewnie po czasie, jak już się ogarnę, co gdzie i jak, to nie wyjdzie to znacząco drożej. A przejście na surowe Grubej służy. Już jakieś dwa tygodnie wpierdziela tylko surowe i ma zdecydowanie lepsze samopoczucie. Do tego fajnie wygląda. Więc nie ma co dłużej zwlekać. Do tej pory zawsze się obawiałam, jak ja to wszystko zbilansuje. Nadal mam te obawy, ale suchego gówna już podawać nie będę. Więc czas najwyższy zacząć się uczyć 😉

Zimowa pielęgnacja

W tym roku zima mocno dała nam w kość. Były takie dwa dni kiedy temperatura była w okolicy -15 stopni. Gruba wtedy była tak zmarznięta, że nie dawała rady wychodzić na dwór na dłużej niż 20 minut. Do tego cały spacer się trzęsła. Zgubiła 2 kg i wyglądała jak wygłodzony pies. Musiałam jej zwiększyć porcję żarcia, żeby to trochę odrobiła. Co i tak się jeszcze nie udało. Ale przynajmniej nie wygląda jak głodzona.

Ocieplacz ManMat

Teraz temperatury znowu spadły poniżej zera, ale już jesteśmy przygotowane, bo mamy ocieplacz firmy ManMat. Wygląda jak derka dla konia. Faktycznie, tak jak pisze na stronie Prodog, jest bardzo łatwy do zakładania. Ja wkładam go Grubej przez głowę, jak obrożę. Pas wokół brzucha jest regulowany i zapina się go na rzepy, a potem dodatkowo spina klamrą. Przede wszystkim największą zaletą tego ocieplacza jest to, że nie krępuje ruchów. A w trakcie intensywnego biegania nie przesuwa się w żadną stronę.

Wcześniej zakupiłam dwa ocieplacze od Ruffweara, ale niestety kompletnie się nie nadawały właśnie przez to, że krępowały Grubej ruchy w samym chodzeniu. Więc nie wyobrażam sobie, jak miałaby w nich biegać. Natomiast w tym od razu chciała chodzić. Jedynie co, to na początku krępowało ją sikanie. Ale po dwóch, trzech spacerach już się do niego przyzwyczaiła. Ja natomiast się nie muszę martwić, że w trakcie godzinnego spaceru mi zmarznie. I chyba rzeczywiście nie marznie, bo ze spacerów nie chce wracać.

Maść propolisowa

Największym problemem zimą jest sól sypana na chodnikach i ulicach. Niestety mocno niszczy poduszki i powoduje ból, gdy jest nawet maleńkie draśnięcie na nich. W zeszłym roku testowałam różne rzeczy, które pomogłyby Grubej przetrwać zimę i tą sól. Ale nie sprawdził się żaden produkt dedykowany specjalnie do pielęgnacji opuszków zimą. Nie sprawdziła się również maść z wit. A, ani wazelina.

Zeszłą zimę Gruba jakoś przetrwała, natomiast w tym roku ujemne temperatury i sypana sól tak jej doskwierają, że o ile nie idzie po trawniku, na którym jest śnieg, to co chwila podnosi którąś łapę do góry, żeby tylko nie stawiać jej na ziemi.

W tym roku, za radą Piotrka, wypróbowałam maść propolisową i przyznam, że jest to odkrycie roku. Przy ujemnych temperaturach smaruję Grubej opuszki przy każdym wyjściu na dwór, przed klatką. Polecam robić to na dworze, bo maść strasznie brudzi. Od kiedy zaczęłam stosować maść propolisową, to opuszki są w bardzo dobrym stanie, a spacery nawet po świeżo wysypanej soli, nie są dla Grubej katorgą. Maść jest tania i kosztuje 9 zł. Jednak tubka jest dość mała i szybko znika, więc polecam zaopatrzyć się od razu w większą ilość. A opłaca się w nią zaopatrzyć, bo sprawdza się naprawdę rewelacyjnie.

Pozostałe koszty

Pozostałych kosztów nie ma tak wiele i nie wymagają większego komentarza. Jednak jedna pozycja może wzbudzić pewne podejrzenia, więc w ramach małej zapowiedzi kolejnego wpisu, mogę zdradzić, że Gruba obecnie dostaje leki wyciszające. Więcej dowiecie się być może jeszcze w tym miesiącu. Przynajmniej liczę na to, że w lutym będzie jakiś progres i będę mogła opisać przez jakie zmiany obecnie przechodzimy.

O Autorze

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany