Tym razem chciałabym Wam opowiedzieć o moich ostatnich przebojach z Grubą. A działo się naprawdę dużo. Na własnej skórze przekonałam się, że Alabama to mega wrażliwa suka. Czasami sobie myślę, że nawet zbyt wrażliwa.

Ustalmy tylko na początku bardzo ważną rzecz. Żeby to było jasne i wyraźne. Nie opisuję metody szkoleniowej i nie jest to moja porada, jak pracować w takich sytuacjach z psem. To jest mój sposób poradzenia sobie z bardzo poważnym problemem. Mogłam coś takiego zastosować tylko i wyłącznie dlatego, że po pierwsze doskonale znam swojego psa i doszłam do przyczyny takiego, a nie innego zachowania. Po drugie ja od początku prowadzę Grubą niestandardowo. Mocno przywiązuję uwagę do jej emocji i wiem, na ile sobie mogę z nią pozwolić.

Ciekawi, co się działo? Czytajcie dalej….

Zmiana przyczyną wszystkiego

Na początku stycznia Jurek wyjechał za granicę do pracy i jest to wyjazd na dłużej. Wszyscy zgodnie twierdzą, że Alabama jest moim psem, dlatego żadne z nas nie spodziewało się, że Gruba tak bardzo będzie przeżywać wyjazd Jurka i tego, że nie ma go w domu na co dzień. Bardziej obawiałam się tego, jak zniosę poranne wstawanie i wychodzenie z Grubą rano przed pracą na dwór. Starałam się, by dla Grubej nie zmieniło się zbyt wiele i żeby nie odczuwała nieobecności Jurka, dlatego nie zmieniałam jej planu dnia. Jednak nic to nie dało.

Problem, który pojawił się od razu – wylizywanie się

Tego dnia, w którym Jurek poleciał, ja miałam seminarium. Przed wyjściem zapewniłam Grubej porządny spacer i jak wychodziłam, to była mocno zmęczona. Jednak jak wróciłam, to okazało się, że Gruba ma cały brunatny i mokry tyłek od wylizywania się. Widać, że musiała w ciągu dnia robić to obsesyjnie. Niestety dla Grubej wylizywanie się stało się sposobem na poradzenie sobie z byciem samą w ciągu dnia.

Za poradą Kasi wprowadziłam lek Zylkene, który ma na celu wyciszyć psa. Jest to lek całkowicie bezpieczny dla psa i stosuje się go właśnie w takich nietypowych sytuacjach. Trochę pomógł, jednak całkowicie jeszcze nie udało się wyeliminować wylizywania się. Choć trzeba przyznać, że nie jest to już tak częste i intensywne. Ponieważ Zylkene mi się skończył, to spróbuję teraz wspomóc terapię Grubej przez podawanie kropli dr. Bacha. Niestety z przebarwioną sierścią będę pewnie walczyć jeszcze sporo czasu. Zastanawiam się, czy po prostu jej nie wygolić tyłka i niech sierść odrasta od zera.

Alabama

Tarapaty

Po kilku dniach od wyjazdu zaczęły się większe problemy. Gruba zaczęła najpierw warczeć na inne psy, a potem się do nich rzucać. Na początku były to sporadyczne przypadki. I nie wiązałam tego z wyjazdem Jurka, bo jakby nie patrzeć, te psy pierwsze zaczynały awantury. Potem ataki były coraz częstsze i coraz bardziej zajadłe. Za każdym razem, gdy wychodziłam na dwór, byłam coraz bardziej zniechęcona do Grubej i spacerów z nią. Spacery zaczęły być coraz bardziej frustrujące. I dla mnie i dla niej. Nigdy nie wiedziałam, czy spotkamy jakiegoś psa. A jak spotykałyśmy, to wiadomo było, jak Gruba zareaguje. A reagowała tylko w jeden sposób – atakując. Pisząc atakując mam na myśli zaciekłe wyrywanie się w stronę psa. W trakcie takiego ataku Gruba zdzierała sobie paznokcie do krwi.

 

Jak tylko Gruba zaczęła takie akcje odwalać, to po pierwsze zaczęłam o tym rozmawiać z różnymi osobami. Chciałam znaleźć sposób, jak sobie radzić z takimi sytuacjami. Oczywiście pierwszym najmądrzejszym krokiem było zacząć z nią pracę od początku i cofnąć się do podstaw. Jednak wszelkie próby stosowania korekt nic nie dawały. Jestem przekonana, że mogłabym w takiej sytuacji ją skopać, a i tak by sobie nie odpuściła awantury z innym psem. Zwłaszcza wtedy, kiedy ten drugi pies podejmuje rękawice. Również cała praca nad samokontrolą kończyła się w momencie, gdy tylko Gruba odwracała wzrok w stronę swojego celu.

Dość długo zajęło mi uświadomienie sobie, że problemem nie jest ten drugi pies, czy jego zachowanie. Problemem były emocje Grubej. A emocji Grubej w związku ze zmianą, jaka nastąpiła, nie jestem w stanie tak łatwo zmienić. A już zwłaszcza nie poprzez korekty, komendy, czy pracę nad samokontrolą. To pomaga, ale nie zmieni stanu jej umysłu.

Przekroczenie granicy

W  końcu doszło do sytuacji, która dla mnie była przekroczeniem pewnej granicy. Gruba wyskoczyła do psa, który za wszelką cenę unikał konfrontacji. Był to mały pies. Taki w typie psa, u którego Gruba toleruje praktycznie każde zachowanie. A bynajmniej tolerowała… Dla mnie to było trochę ponad siły. Do tej pory uważałam, że Gruba, jak na przedstawiciela rasy agresywnej, jest dość opanowana. Co nie znaczy, że mogę puścić ją z każdym psem, ale w kontaktach z innym psami miałam do niej zaufanie. Wiedziałam, że jeśli nawet coś się będzie działo, to nie będzie to bez powodu.

W tamtym momencie najpierw byłam wkurwiona. Potem najzwyczajniej w świecie rozżalona. Wracałam z nią do domu całą drogę rycząc i zastanawiając się, gdzie ja kurwa popełniłam błąd. Szłam i przeklinałam, że po chuj brałam sobie tak pojebanego psa! Że tyle pracy w nią wkładam, a ta swoje!

Jak wróciłam do domu, to ryczałam jeszcze z dobrą godzinę. A Gruba siedziała pod stołem, bo bała się wyjść. To swoją drogą jeszcze bardziej mnie przygnębiało. Mimo że nigdy nie została przeze mnie uderzona, to zachowywała się, jakby była regularnie bita. Wracała ze spaceru prawie czołgając się. Szła za mną powoli na długość smyczy. Jak tylko na nią spojrzałam, to wysyłała wszelkie możliwe sygnały uspokajające. Im bliżej domu była, tym bardziej zwalniała i tym bardziej nie chciała wrócić do mieszkania. A jak już ją zaciągnęłam, to szybko wbiegła pod stół i sobie pod nim siedziała tak długo, aż uznała, że już nie jestem na nią zła.

Plan działania

Po godzinie spędzonej w osobnych pokojach, kiedy już się wypłakałam i byłam w stanie na nią w ogóle spojrzeć, wiedziałam, że potrzebuję pomocy. Pierwszą osobą, która przyszła mi do głowy, była Kasia, która wraz z Anią specjalizują się w psich emocjach.

Jak tylko zadzwoniłam do Kasi i poprosiłam o spotkanie, ona doskonale wiedziała, co się dzieje. I nawet nie wiecie, jaka to była ulga. Ta świadomość, że jednak jest ktoś, kto całkowicie rozumie całą sytuację. Kasi nie trzeba przekonywać, że to nie jest kwestia rasy i dojrzewania suki. Ona po prostu wiedziała, że dla Grubej ta cała sytuacja jest całkowicie nowa, nieznana i że ona sobie nie umie z nią poradzić. I takie ataki to tylko sposób na rozładowanie negatywnych emocji.

Zmiana strategii

Umówiłyśmy się z Kasią na spotkanie. Jednak zanim do niego doszło, to musiałam sobie jakoś radzić. Jak zwykle w moim przypadku działałam intuicyjnie. Przyjęłam strategię, że pozwalam Grubej na takie jazdy. Starałam się robić to w miarę bezpieczny dla otoczenia sposób. To znaczy widząc psa idącego z naprzeciwka starałam się mijać go w takim miejscu, żeby była duża przestrzeń między psami. Ponieważ mamy zimę, to szukałam takiego miejsca na chodniku/trawniku, żebym nie poślizgnęła się, gdy Gruba pociągnie smycz. Starałam się nie napinać smyczy, żeby nie podkręcać niepotrzebnie Grubej, ale też nie mogła być ona zbyt długa, żebym miała szansę nad nią zapanować.

Gdy tylko Gruba zaczynała atakować, po prostu stałamNie odciągałam jej. Za to próbowałam ją uspokoić poprzez dotyk i mówienie do niej spokojnym tonem. Ważniejsze jednak było moje zachowanie po tym, jak pies nas minął i Gruba przestawała się rzucać.

Wyłączanie się

Musicie wiedzieć, że ja mam tendencję do wyłączania się, gdy coś mnie bardzo wkurza, czy boli. Działa to na takiej zasadzie, że można do mnie krzyczeć, mówić, przepraszać. Ale to trochę jak mówienie do ściany. Z mojej strony nie ma absolutnie żadnej reakcji. I tak było do tej pory z Grubą po jej akcjach. Po prostu się wyłączałam. Dalej z nią spacerowałam, ale polegało to tylko i wyłącznie na trzymaniu smyczy. Nie było między nami żadnego kontaktu. To znaczy Gruba nawet próbowała, ale ja niestety ją totalnie olewałam. A dla Grubej nie ma gorszej kary niż ignorowanie jej.

W końcu to zauważyłam i zaczęłam to zmieniać. Po każdym takim jej wyskoku poświęcałam jej więcej uwagi niż zwykle. Zaczęłam się z nią bawić w przeciąganie i gonienie. Dość szybko zaczęły być widoczne zmiany. Oczywiście atakowała dalej, ale rzadziej. Choć nadal tak zajadle. Najważniejsze jednak było dla mnie, że po atakach nie zachowywała się jak zbity pies. Bo takiego widoku to ja nie mogłam znieść. Wracała spokojnie do domu. Widać było, że taka zabawa po zdarzeniu jest jej bardzo potrzebna i przynosi jej ulgę. Wbrew pozorom, jak na rasę z taką a nie inną opinią, to Gruba bardzo potrzebuje akceptacji ze strony człowieka i nic nie dobija jej bardziej niż ignorowanie jej.

Agresja, czy frustracja?

Wszystko, co robiłam, było intuicyjne, ale najważniejsze, że powoli przynosiło efekty. Jednak ciągle zastanawiałam się, czy to agresja, czy tylko frustracja spowodowana zmianą, która nastąpiła. Z jednej strony wytłumaczenie, że to rasa agresywna i że można się było tego spodziewać, było zbyt łatwe. Zupełnie nie pasowało do charakteru Grubej oraz pracy jaką w nią włożyłam.  Z drugiej strony nie chciało mi się wierzyć, że takie akcje mogą być wywołane tylko i wyłącznie wyjazdem Jurka. Choć tak naprawdę, to było najsensowniejsze rozwiązanie, bo do tej pory zawsze byliśmy razem, więc jest to dla Grubej coś całkowicie nieznanego. Dla mnie po prostu nie była to tylko agresja.

Moje wszelkie wątpliwości rozwiała jedna sytuacja. Był u nas Michał z Grubym i wyszliśmy sobie na wieczorny spacer. Z naprzeciwka szła kobieta z psem. Specjalnie zwiększyłam dystans, żeby wyminąć się z nią w dużej odległości, bo widziałam, że Gruba zaczęła się spinać. Kiedy się zrównała z tym psem, to oczywiście wyskoczyła do niego. Próbowałam ją przytrzymać, ale skubana menda wyrwała się z obroży i poleciała do tego psa. No i zrobiło się trochę przerażająco….

Bez zbędnych szczegółów, bo trwało to sekundy, ale w efekcie końcowym Gruba nic nie zrobiła. Kompletnie. Dobiegła do tego psa stanęła na przeciw niego i darła na niego ryja. Podeszłam do niej w miarę spokojnym krokiem (choć miałam ochotę ją rozszarpać). Zapięłam ją na smycz, przeprosiłam kobietę i poszliśmy sobie dalej na spacer. W pierwszym momencie pomyślałam sobie, że Gruba to pizda. Jak tak, to pierwsza zaczyna, ale jak przychodzi co do czego, to jedyne co potrafi, to drzeć mordę.

Gruby & Gruba

Jednak frustracja!

Potem jednak im bardziej analizowałam tę sytuację, tym bardziej byłam pewna, że to nie jest żadna agresja, a po prostu frustracja. I takie ataki są tylko sposobem na rozładowanie emocji, z którymi Gruba w żaden inny sposób nie umie sobie poradzić. Gdyby to była tylko agresja wynikająca z charakteru rasy, to spokojnie by tego psa zaatakowała, bo na tyle pewna siebie jest. Dodatkowo moje podejście do niej, by ją zachęciło do ataku. Tymczasem ona stała i darła ryja mocno zdziwiona tym, że się wyrwała. Widać było, że jest zdezorientowana i powstrzymuje się od rzucenia się na psa.

Oczywiście  z mojej perspektywy sytuacja skończyła w najlepszy możliwy sposób. Potem przez kilka dni chodziłam lekko zdezorientowana, ale mocno podbudowana, że jednak nie jest aż tak agresywna, jakby się mogło wydawać na pierwszy rzut oka. I najważniejsze, że można to przepracować. Bo jeśli byłaby to agresja ze względu na rasę, a Gruba miałaby frajdę z atakowania, to byłby dużo większy problem.

Spotkanie z Kasią

Po tej sytuacji z wyrwaniem się z obroży w końcu udało nam się z Kasią spotkać. Konsultacje trwały 2 godziny. Przez cały ten czas byłyśmy na spacerze. Specjalnie zabrałam Kasię w takie miejsca, gdzie było duże prawdopodobieństwo, że spotkamy psy. I na szczęście tak się stało, bo dzięki temu Kasia miała możliwość obserwacji Grubej w różnych sytuacjach. Najważniejsze z mojego punktu widzenia było, że doszło do sytuacji, w której Gruba zachowuje się agresywnie. Kasia mogła wtedy obserwować nie tylko Alabamę, ale również mnie. Co było mi bardzo potrzebne, ponieważ chciałam, żeby powiedziała, co robię źle i jak mogę to poprawić, aby szybciej wyprowadzić Grubą na prostą.

Zalecenia do pracy z Grubą

Generalnie Kasia bardzo mnie uspokoiła i podbudowała. Po spotkaniu dostałyśmy zapisaną całą stronę zaleceń. Część już stosowałam przed spotkaniem i niektóre pozostały w niezmienionej wersji, a niektóre zostały przez Kasię trochę zmodyfikowane. Najważniejszym zaleceniem było pozwalanie Grubej na takie reakcje. Nie mam jej w żaden sposób hamować. Przede wszystkim mam jej nie dotykać, bo to tak naprawdę ją hamuje i nie nauczy się panować nad swoimi emocjami. Dotyk powinnam stosować dopiero wtedy, kiedy Gruba wyraźnie o niego poprosi. Powinnam również nosić ze sobą szarpak, by Gruba mogła rozładować napięcie i stres po negatywnych spotkaniach z psami.

To, co najbardziej mnie przerażało to zalecenie, bym po pierwsze pozwalała na kontakty z psami, jeśli widzę, że Gruba ma na nie ochotę. Według Kasi Alabama jest bardzo społecznym psem, który potrzebuje kontaktów z innymi czworonogami. I faktycznie tak jest. Tylko ja gdzieś z tyłu głowy zawsze mam czerwone światełko, że heloł, to rasa agresywna. I zawsze mam przed oczami obraz, co może się stać, gdy jakiś pies zachowa się nieprawidłowo. Prawda jest też taka, że przez to mocno ograniczyłam jej kontakty z obcymi psami. Bo jeśli chodzi o te, które zna od szczeniaka, to w ogóle inna historia i takie psy mogą praktycznie wszystko.

Kasia zaleciła jeszcze, abym zabierała Grubą w miejsca, gdzie będzie mogła swobodnie polować. Na początku takie zalecenie mocno mnie zaskoczyło. Potem  pomyślałam, że takie polowania przyniosą negatywny efekt. Kasia wytłumaczyła mi, że polowania pozwolą Grubej na wyładowanie frustracji.

No to zaczynamy od początku

Od wizyty Kasi w pracy z Grubą zmodyfikowałam kilka rzeczy. Po pierwsze pozwalam jej na wyżycie się, bez jakiekolwiek ingerencji z mojej strony. Nie uspokajam jej w trakcie ataku, nie hamuje jej zachowania swoim dotykiem, czy ciałem. Wcześniej miałam do tego tendencje. Staram się przy tym zachować wszelkie środki ostrożności, aby inny pies nie ucierpiał.  Kiedy pies przejdzie i Gruba się uspokoi, poświęcam jej całą swoją uwagę. Najczęściej się wtedy szarpiemy, bo to jej ulubiona forma zabawy. Do tego świetnie rozładowuje napięcie.

Po drugie zgodnie z zaleceniami Kasi zaczęłam z nią jeździć w miejsce, w którym spokojnie może sobie polować. 3 – 4 razy w tygodniu jeżdżę z nią poza miasto. Na dzikie pola, po których nikt, oprócz ptaków, się nie pałęta. Miejscówka jest fajna, bo nie muszę się obawiać o dziki i sarny, a jest tam na tyle ptactwa, że Gruba jest w stanie się wyżyć węsząc i polując. Tak naprawdę polowanie to gonienie sobie za ptakami. Nie dość, że świetnie się przy tym bawi, to jeszcze wraca zmachana jak po treningu FitPaws. Podczas takich wypadów staram się dać Grubej totalnie wolną łapę. Panuje wtedy zasada FUCK OBIEDENCE. Jeśli nie ma potrzeby, to nie przywołuję jej.

Jedyny problem mam z aranżowaniem spotkań z psami. Gruba od szczeniaka ma niewielu psich kumpli i trudno się z nimi poumawiać. A mimo wszystko mam pewne obawy co do kontaktów z nieznajomymi psami. Niby widzę, że Gruba tego potrzebuje, ale teraz nie wiem i nie jestem w stanie przewidzieć jak szybko pęknie i się wkurwi. W związku z tym obecnie kontakty z przypadkowymi psami wzbudzają mój największy niepokój.

Skutek “terapii” u Grubej

suszenie po bieżniMogłoby się wydawać, że pozwolenie psu, w dużym cudzysłowie, na “róbta co chceta” może mieć katastrofalne skutki. Paradoksalnie jednak nic innego nie dało tak szybko i tak spektakularnych efektów jak pozwolenie jej, by wyrzuciła z siebie całą frustrację. Nawet jeśli odbywa się to poprzez demonstrację zachowań agresywnych. Już po kilku dniach od wizyty Kasi i wprowadzeniu tych kilku zaleceń było widać zmianę u Grubej. Coraz rzadziej atakowała przechodzące psy. Obecnie takie odpały zdarzają jej się może raz na tydzień, raz na dwa tygodnie. Oczywiście jeszcze się spina, jak widzi z daleka jakieś psy, ale w większości przypadków decyduje się nie startować do nich. Nawet jak przechodzą w bliskiej odległości. A jak już się zdecyduje zaatakować, to bardzo szybko orientuje się, że to jest bezsensowne i że jednak lepiej zrobić coś innego, np. poszarpać się.

Nieoczekiwane efekty

Śmieszna sprawa, ale teraz Gruba częściej biega luzem niż przed wyjazdem Jurka. Przestałam się przejmować całą tą społeczną nagonką na psy ras agresywnych. Wiem, że takie bieganie luzem jest jej bardzo potrzebne i ma pozytywny na nią wpływ. A jak ona dzięki temu ma mniej epizodów z agresją, to ja też jestem spokojniejsza i bardziej lubię swojego psa. Oczywiście robię to w miejscach, gdzie Gruba nie stwarza zagrożenia dla siebie oraz innych.

Przy okazji tego biegania sobie luzem po polach, ja muszę się nauczyć panować nad stresem. Niestety Gruba jest coraz bardziej dogowata i jak się wkręci w gonienie za ptakami, to nie ogląda się za siebie. Ja dostaję palpitacji serca i jak znika mi z oczu, to już mam czarne obrazy przed oczami, że poleci w pizdu, wybiegnie gdzieś na ulicę wprost pod ciężarówkę, albo ktoś ją ukradnie i sprzeda na walki psów. Tak więc muszę się nauczyć po pierwsze nie panikować i jak już przywołuję ją do siebie, to żeby nie skumała się, że jestem obsrana. A po drugie muszę się pozbyć tego katastroficznego myślenia. Ale tak, żeby nie przegiąć w drugą stronę i nie zachowywać się bezmyślnie. To będzie dla mnie najtrudniejsze do przepracowania.

Dzięki tej sytuacji musiałam się nauczyć totalnie ignorować złowrogie spojrzenia przechodniów oraz wzdychania i kiwanie głowami właścicieli psów. Zwłaszcza tych, na których psy Gruba wyskakiwała. Najtrudniej jest uwolnić się od brania do siebie krzywych spojrzeń, czy głupich komentarzy. Ciężka lekcja i jeszcze nie do końca odrobiona, ale widzę zmianę na lepsze.

Generalnie sytuacja, w której jesteśmy bardzo dużo nauczyła mnie o Alabamie i samej sobie. Cały czas uczę się z nią komunikować, co jest niesamowicie wkręcające. Jeszcze wiele pracy przed nami. Pewnie też nie jedna taka sytuacja nas jeszcze spotka. Pocieszam się jednak tym, że jak takie “dramaty” się przepracuje, to naprawdę będę miała fajną relację ze swoim psem.

O Autorze

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany