Do soboty mieliśmy wyjątkowego gościa. Przygarnęliśmy na ponad dwa tygodnie brata Alabamy – Alpino, którego właścicielka wyjechała na szkolenie.

Jakie wrażenia po tych dwóch tygodniach? Dużo roboty z dwoma psami w tym samym wieku. Jednak już go nam brakuje.

Ale od początku…

Jak to zorganizowaliśmy?

Na kilka dni przed jego przyjazdem do nas wybraliśmy się wspólnie na spacer, żeby wcześniej psy poznały się (badania pokazują, że rodzeństwo rozdzielone w wieku 8 tygodni, nie pamięta, że jest rodzeństwem). Na dworze totalny luz, w domu zaczęła się ostra zabawa. Musieliśmy się do tego widoku przyzwyczaić.

Dodatkowo przed “adopcją” byłam z Alpino i Mariką u weterynarza (problemy ze skórą), żeby wiedzieć, jak się nim zajmować podczas jej nieobecności oraz, żeby chociaż jeszcze raz przed przyjazdem do nas, mnie zobaczył.

W czwartek (03/12/2015) Alpino przyjechał. Pierwsza noc była tragiczna. Nie mógł w ogóle zasnąć, tylko siedział i od czasu do czasu popiskiwał. Dobrze, że w piątek pracowałam z domu, bo wyglądałam jak zombie i wszystko robiłam w zwolnionym tempie. W ciągu dnia bawił się z Alabamą i starał się znaleźć sobie miejsce. Ogólnie bardzo szybko się przystosował do nowej sytuacji. Na szczęście miał kompana w postaci Alabamy do zabaw, więc szybko się ogarnął.

Pierwszego dnia ciężko było z dwoma psami wychodzić na dwór, bo non stop chciały się ze sobą siłować. Po tygodniu były w stanie chodzić razem bez zaczepiania się, bawiły się w domu lub gdy biegały luzem na spacerach.

Warunkiem, żeby Alpino mógł u nas zostać, było, żeby miał klatkę, ponieważ w ciągu dnia psy musiały być odseparowane. Po pierwsze nie wiedziałam, jak będzie znosił swoje pierwsze poważne rozstanie z właścicielką, a po drugie, wiedząc jak wygląda ich zabawa, żeby wszystko było na swoim miejscu, gdy wracamy po pracy do domu. Pierwsze 4 dni zorganizowaliśmy tak, że pracowaliśmy z domu, więc psy nie były same. Potem już normalnie do pracy na 8 godzin. Wychodząc do pracy zostawialiśmy każdego w swojej klatce, dostawały Kong’a wypełnionego jedzeniem i można było spokojnie przetrwać dzień bez zastanawiania się, czy coś się dzieje. Dodatkowo klatki były częściowo zakryte, żeby jeden drugiego nie zaczepiał, zwłaszcza widząc „obcego” Kong’a. Jak wracałam do domu, to stały repertuar wyglądał tak: psy po wypuszczeniu z klatek szybko się ze mną witały, a potem każdy sprawdzał w klatce drugiego, czy wszystko zostało wyjedzone, czy coś może uda się jeszcze wylizać. Następnie zabierałam dwa psy na spacer tak na godzinę do półtorej. Totalnie odpuściliśmy szkolenie Alabamy, przeważnie na spacerach bawiła się z Alpino… no dobra… zabawa u Dogów Argentyńskich to “dojeżdżanie się”, a nie bieganie razem.

Jak wyglądało życie z dwoma Dogami?

No cóż… było zaje… i ciężko. Zawsze chcieliśmy mieć dwa psy i planujemy kolejnego tak za 2 – 3 lata. Mieliśmy taki pomysł, żeby od razu wziąć dwa, ale dobrze, że skończyło się na pomyśle. Dwa szczeniaki są trudne do ogarnięcia. Mam na myśli szkolenie. Na pewno ciężko było z Alpino pod tym względem, że  jest na innym etapie szkolenia i wiadomo, że każdy wychowuje psa pod siebie, więc on jest inaczej wyszkolony niż Alabama. To pierwsza trudność. Kolejną jest wychodzenie na dwór, które przysparza nieraz problemów. Żeby jedna osoba mogła wychodzić z dwoma Dogami, to przynajmniej jeden musi być wyszkolony od a do z i chodzić jak w zegarku.  Nie oszukujmy się DA to silne psy, więc jak po pracy szłam sama z dwoma psami na dwór, to musiałam być cały czas skupiona, bo gdyby mnie tak pociągnęły, to nie miałabym szans, żeby wyjść z tego cała. Poza tym, to fajnie jest mieć dwa psy.

Co na to Alabama?

Obawialiśmy się, jak zareaguje na takie przygarnięcie psa Alabama. Okazało się, że ona również szybko dopasowała się do sytuacji. Miała kompana do ciągłych zabaw. I to takiego, który rozumiał jej sposób zabawy. Trzeba też przyznać, że ogólnie Gruba bardzo łatwo dopasowuje się do innych psów. Bez względu na rasę, czy wiek. Ona ma bardzo dobrze opanowany psi język i rozumie każdy sygnał wysyłany przez innego psa. Potrafi i wie, kiedy odpuścić, a kiedy może próbować dalej. W ciągu tych dwóch tygodni Alabama i Alpino spali razem na jej posłaniu. Nie przeszkadzało jej, że Alpino ciągle się wiercił i zmieniał pozycję. Ona grzecznie dostosowywała się do niego.

Jednak trochę też przez obecność Alpina „zaniedbaliśmy” swojego psa. Wszędzie, gdzie szliśmy, to braliśmy dwa psy. Grubej brakowało takiego czasu w ciągu dnia, kiedy pracujemy razem, skupiamy się tylko na sobie i ćwiczymy komendy. To akurat jest pozytywny aspekt. Do tej pory myślałam, że ona ma gdzieś pracę ze mną. Teraz widzę, że w gruncie rzeczy ona to lubi i jak zbyt długo nie ma szkolenia i nie jest z nią nic robione, to sama się dopomina. Jak Alpino pojechał, to mieliśmy takie wrażenie, że trochę zgłupiała. Na zasadzie “O Boże, znowu mam swoje królestwo tylko dla siebie!”.

A teraz trochę zdjęć:

 

O Autorze

13 komentarzy

  1. Włodek

    No tak przy okazji świętowania rocznicy (umowna data, ja wiem) urodzin Jezusa to życzę za te wyżej wymienione 2-3 lata najpóźniej by anioł do Jerzego przyszedł i powiedział:
    “Spodziewasz się kolejnego członka rodziny, ale to jest homo sapiens…
    ale, ale … to nie jest niepokalane, to tradycyjnie Jurku”
    Oczywiście z Twoim udziałem 🙂
    W.

    Odpowiedz
  2. Natalia

    Super że daliście rade! Jestem pełna podziwu. My też planujemy drugie psa i ciągle przyglądam się jak to organizują sobie inne domy w ogarnięciu małej gromadki 🙂

    Odpowiedz
    • Jerzy

      Początek był masakryczny. Każdy wychowuje psa dla siebie i ma inne oczekiwania. Po drugie to była nowość dla Alabamy, a ona mogłaby się ciągle bawić.
      Jednak było fajnie, po tygodniu wszystko wyglądać, jak powinno, a w domu było dwa razy więcej radości.
      My też myślimy o drugim Dogo, jednak jeszcze trochę musimy poczekać. I najwcześniej pojawi się w 2017 roku 🙂

      A Wy o jakim psie myślicie? Kolejnego Amstaffika?

      Odpowiedz
      • Natalia

        Nie. Własnie myślimy o Dogu ;)) Spotkałam ostatnio jednego i po prostu rzucił na mnie urok :)) Dlatego oglądam i obserwuje. Również nie stawiam 100% pewności bo jak okaże się, że jednak to nie pies dla nas to będzie kolejny amstaff 😉

      • Jerzy

        Dogi są super, ale trudność ich układania mnie zaskoczyła i w pewnym momencie zniechęciła. Na szczęście na bardzo krótko i Lu trzymała rękę na pulsie. Na szkoleniu, gdy patrzymy jak pracują Amstaffy, to bardzo zazdrościmy ich właścicielom. 🙂

  3. Natalia

    Dlaczego zazdrościcie? :)) Amstaffy są bardzo upartymi stworzeniami – oczywiście mówimy tutaj ogólnie, bo tak na prawdę każdy pies jest inny. Dzeus książkowo w 9 i 16 tygodniu okazywał lęki i strach, a w 4 miesiącu rano o 7 staną i zaczął być “głuchym” na komendy psem 🙂 Wiecznie chciał każdego człowieka przywitać – ludzie od nas uciekali, a on za nimi chciał iść. Zresztą jego upartość odzwierciedla aktualną próbę “odstawienia” go od łóżka 😀 Co ok 2 h próbuje wejść. Nie mówiąc już o tym że co 1h chce wyjść! Każdego wieczoru, wychodzi o 21, potem o 23 (bo nie może wejść na łóżko, to idzie pod drzwi), a jak wyjdze i dalej nie może wyjść na łóżko to prosi o wyjście na zewnątrz o 1 w nocy bo zapomniał się o 23 załątwić (2) :)). Do tego w nocy kursuje mniej wiecej co 1,5h próbując “a może coś się zmieniło ;)” no i o godzinie 4 wypada z Nim wyjść bo księciowi zachciało się siku. I wszystko polega na tym, że gdyby spał z Nami w łóżku, to wyszedłby o 21 z przymusu – załatwił wszystkie potrzeby bez wąchania, wrócił do domu do łóżka, i musiałabym go o 6 rano wyciągać na zewnątrz 🙂 Jeżeli nie wejdą do łóżka piskiem, jojczeniem to będą tak do okoła prosić żeby się Nimi zajmować że człowiek nie wytrzymuje i odpuszcza (raz juz odpuscilismy:)). Druga sprawa to problem z okazywaniem bólu.. Kiedy boli łapa, brzuch, oczy, ucho, dziąsła.. jest tak ciężko określić gdzie jest problem że to w wielu przypadkach wpływa na złą diagnoze weta. Naszczęście nauczyliśmy (troche przez przypadek) Dzeusa by informował nas kiedy coś jest z Nim nie tak. Po za tym obserwacja zachowania. A u weta opisujemy czasem z 30 minut co widzimy, czego nie widzimy i skąd bierzemy takie wnioski. Przykładem było kulenie które zaczeło się w kwietniu – kulał tydzień i potem baardzo rzadko i czasami. Dosłownie 3-4 kroki i chodził normalnie. Zaczeliśmy od razu prześwietlenia Myślę, że gdybyśmy to zostawili to musielibyśmy podejmować się gorszej operacji. Ależ się rozpisałam!! Jestem bardzo ciekawa na czym polega ta trudność u Dogów 😉 Ps. U Dzeusa jest jeszcze taka sprawa – ciężko go mobilizować i skupić go na jednej rzeczy. U mnie w rodzinie już się do tego przyzwyczaili, że żeby Dzeusa zainteresować to trzeba mieć jedzenie w łapce 🙂 Nie wiem jak przejdziemy ten etap odstawiania smakołyków w IPO, ale podobno się da 😛 🙂

    Odpowiedz
    • Luiza

      Tak na poważnie i bez żadnej złośliwości: Jeśli uważasz, że Amstaffy są trudne, to pomnóż to przez 100 a nawet przez 1000, a uzyskasz to, jak się szkoli Doga Argentyńskiego. Wiem, że Amstaffy mogą sprawiać problemy. Jak każdy terrier (z czego nie zdają sobie sprawy posiadacze westów, czy yorków). Jak dla mnie potencjalnym problemem w układaniu terrierów, to ich sfiksowanie na punkcie zasobów: zabawka, jedzenie, człowiek. Gdzie od początku ważne jest, kto je rozdziela – czyli to człowiek daje jedzenie, człowiek daje zabawkę, człowiek pozwala się bawić z innym psem. I to jest wszystko. Wszystkie amstaffy, które widziałam, pracowały naprawdę rewelacyjnie. Z drugiej strony to sfiksowanie na punkcie zasobów można wykorzystać właśnie podczas szkolenia, ponieważ te psy nakręcone na dowolną rzecz zrobią wszystko, żeby ją dostać. Amstaffy, ogólnie terriery, mają zupełnie inny poziom energii, niż molosy, a w tym Dog Argentyński. Jak to nasza behawiorystka ujęła, to jest inny zapłon. Gdyby DA miały taki zapłon, jak amstaffy, to z tego, co jest na około nich zostawałyby wióry… Jeśli wiesz o co mi chodzi…
      Teraz co do DA i trudności w wychowaniu. Po pierwsze, Alabama jest jakby trochę autystyczna. Czasami każesz jej zrobić komendę, patrzysz w jej oczy i widzisz, że jest jakby nieobecna. Dopiero po dłuższej chwili widać, że do mózgu dotarł sygnał i jest wykonanie 🙂 Trzeba się z tym pogodzić. Jeśli komuś to przeszkadza, to molosy nie są dla niego. U Amstaffa to wykonanie jest od razu. Jeśli mówisz, że Dzeusa ciężko zmobilizować i skupić na jednej rzeczy i do tego trzeba mieć jedzenie w łapie, to w przypadku Alabamy nie raz sama surowa wołowina nie wystarczy. Wyobraź sobie, że jesteś na szkoleniu, masz świeżą surową wołowinę pokrojoną w duże kawałki. No kur… każdy pies przychodził tylko nie ona. Bo ona akurat była zainteresowana zupełnie czymś innym 🙂 Skupienie… hmm… Alabama jest skupiona na wszystkim, oprócz wykonaniu zadania. Jak ćwiczyliśmy ostatnio komendy na odległość, to wszystko było ciekawsze, a to Pan jechał na rowerze, a to listek na krzakach się poruszył, a to przejechał samochód. Ostatnio zmierzyliśmy czas przez, ile Alabama jest w stanie skupić na mnie swoją uwagę, zanim się rozproszy… 20 sekund. To było w domu. Ale żeby nie było, to da się z nią pracować, bo jednak ma te podstawy i siad, i waruj, i do mnie. Tylko było to okupione wielogodzinną pracą i szukaniem na nią sposobu. A jak zapytasz, jaki to sposób, to nie umiem powiedzieć, bo za każdym razem próbujemy czegoś innego i mam wrażenie, że zaczynamy od nowa. A pracujemy nieprzerwanie od lipca.

      Musisz też zdawać sobie sprawę z instynktu myśliwskiego DA. To psy stworzone do polowań na grubą zwierzynę. Jeśli ktoś Ci powie, że to nie prawda, to albo nie ma prawdziwego Argentyna, albo najzwyczajniej w świecie ściemnia chcąc Ci upchnąć psa. Prędzej, czy później do tego psa dotrze, po co jest i zacznie polować na zwierzynę. Też kiedyś myślałam, że można tego psa wychować, żeby pytał się o pozwolenie, czy może pobiec za sarenką. Co za głupek ze mnie był! 🙂 Z tym też trzeba się pogodzić. Ja to zrobiłam, ale chyba jednak zawsze mi będzie jej szkoda, że nie może być prawdziwym DA, który robi to, do czego został stworzony, czyli nie będzie polować.
      Niewątpliwie trudnością też jest balansowanie między wrażliwością tego psa, a jego siłą. Z jednej strony można łatwo go złamać np. stosując kary fizyczne. A z drugiej to pies niewiarygodnie silny i wytrzymały. Przykład z dzisiejszego dnia: Gruba rozwaliła sobie na spacerze nogę, kijowe miejsce, bo błona między palcami. Gdyby nie to, że krwawi i zauważyliśmy ślady na śniegu, to nic byśmy nie wiedzieli. Wróciliśmy do domu, cała łazienka w krwi, jakbyśmy psa zarżnęli. Od powrotu, niestety co jakiś czas krwawienie zaczyna się od nowa. Nie przeszkadza to jej w ogóle w przytrzymywaniu sobie tą łapą kości do obgryzania.

      Mogłabym wiele czasu poświęcić na opowiadanie, dlaczego jest trudna. Ale najlepiej to obrazuje sytuacja: nasza koleżanka i jej chłopak strasznie nakręcili się na Argentyna, po tym jak poznali Alabamę (a ona wtedy miała 4 miesiące). Aż pewnego dnia Asia była w Warszawie i podczas szkolenia obserwowała jak ją szkolimy. Trafiła akurat na taki standardowy humor szkoleniowy u Grubej. Potem jak Asia wróciła do domu, to parę tygodni później wzięła szczeniaka…. Amstaffa 🙂 Także zapraszam na szkolenie 🙂 Albo jakbyście nie mieli planów urlopowych, to zapraszamy na obóz psi, na który się wybieramy. Jeszcze nie ma terminu ustalonego, ale możemy dać znać, jak będzie.

      Odpowiedz
  4. Natalia

    Muszę Ci przyznać rację w 100%,- siła napędową i że molosy są inne niż teriery 🙂 ale jak opisujesz Alabame to ja też widzę Dzeusa 🙂 ona jest młodzieżą.. Też na szkoleniach Dzeus miał gdzieś Najlepsze smaczki,”leżeć ” wykonywał na kocyku nie na ziemi, do teraz rzadko się zdarza by komendę wykonywał szybko 8i precyzyjnie, a jak wykona bo mam barfa w ręce to zaraz coś za oknem zobaczy i zawias. Patrzy i myśli -albo i nie myśli? Nie wiem.. Ale po chwili trybie i wykonuje.. No i brzdac też rozwalił upuszke jak miał 6miesięcy, zauważyłam w domu jak źle sobie na niej stanął . Musiała przestać krwawic bo bawił się w rzece 🙂 no i też patrzę jak owczarki niem, Belgi, BC pięknie trenują IPO Posłuszeństwo, Agility etc… I zazdroszczę heh. Ale mam takiego ciapka i nie jest źle 🙂 Bardzo chętnie poznam jak będę miała możliwość Was i Alabame 🙂 jak zdrówko Dzeusa dopisze to chcemy jechać na nasz obóz treningowy, natomiast zawsze możemy ulokować się pod Warszawą na weekend 🙂 Póki co rehabilitacja nas czeka.. Spokojnie byle do przodu. No i czekam na informacje skąd wydatek na bieżnie 🙂 sciskamy!

    Odpowiedz
    • Luiza

      Młodzież, młodzieżą, ale na szkoleniu mamy różne psy, w różnym wieku. I te w podobnym wieku jak ona, są zupełnie inne 🙂 Aczkolwiek, przyznam, że zdecydowanie wolę pracę z nią. Inne psy po prostu są za łatwe 🙂 Nawet jak mnie niemiłosiernie wkur…. Jest to wyzwanie, ale w dużej części ma już to, co chciałam z nią osiągnąć. I jeśli po roku szkolenia, będzie tak wychowana jak sobie postanowiłam, to będę mega dumna z tej pracy.
      Być może Dzeus, to nie amstaff, a jakiś molos? 😛 A tak swoją drogą, to podoba Ci się jak on pracuje? Jego poziom reakcji na to, co się dzieje w około?

      Odpowiedz
  5. Natalia

    Bardzo ciężko określić mi to teraz bo niestety nie możemy pracować prawie w ogóle 🙁 Ale ogólnie muszę powiedzieć, że … hmm molosem nie jest 😛 Widzę różnice pomiędzy TTB, a molosami i to ogromną. Burbulki które znamy są totalnie innymi psami niż Dzeus – ale świetnie się dogadują 🙂
    Co do jego pracy to jest on dosyć roztrzepany i choć wszyscy twierdzą dookoła, że on świata po za mną nie widzi – to ja twierdze odwrotnie 😛 Reaguje na wszystko dookoła tak jak bym chciała. Jestem i z siebie i z niego dumna, że po mimo pewnych przeszkód socjalizacja poszłam Nam tak dobrze – że Dzeus jest zrównoważonym i kontaktowym psem 🙂 Akurat kiedy go przywieźliśmy do domu byłam w trakcie pisania pracy mgr na temat socjalizacji 😉 Teoria + praktyka = wiem jakich błędów nie popełniać przy drugim psie – ba! nawet wiem co mogę osiągnąć szybciej 🙂 Generalnie uwielbiam rozmawiać o psach i o ich postępach, wspominać przeszłość i dzielić się wzajemnie doświadczeniem 🙂 Co prawda wiele jest teorii jak wychowywać i tresować/szkolić psy, ale zawsze powinniśmy się spotykać w tym samym punkcie – nic wbrew psu i zawsze z korzyścią dla obu stron :))) Może jakieś filmiki ze szkolenia jak Wam idzie? :))

    Odpowiedz
    • Luiza

      Dobrze, że pracowałaś nawet to minimum, co mogłaś, żeby był zrównoważony. Już wystarczy tych rozchwianych emocjonalnie psów na ulicy. Jeśli chodzi o nasze błędy socjalizacyjne, to jest nim tylko kot. Następny szczeniak też tak będzie socjalizowany. Natomiast przy następnym szczeniaku na pewno łatwiej będzie z komendami. Teraz mam takie wrażenie, że mimo, że wcześniej mieliśmy wyszkolonego sznaucera, to teraz komend uczyliśmy się jakby od nowa. Dużą uwagę nasza behawiorystka przykłada do precyzyjnych gestów i nagradzania psa w odpowiednim momencie. Przy następnym psie, już nam to powinno pójść szybciej. Jesli chodzi o filmiki, to u nas na początku bardzo ciężko było nagrywać, dlatego, że obydwoje mocno zaangażowaliśmy się w szkolenie. Na każde zajęcia jeździliśmy razem, ćwiczyliśmy wymiennie. Jak ktoś nie ćwiczył, to szybko robił zdjęcia, bo tak naprawdę bardziej nam zależało na słuchaniu, co Patrycja mówi podczas szkolenia 🙂 Zastanawiam się tylko teraz, czy nie zrobić paru takich filmików, gdzie Patrycja tłumaczy jak Alabama reguluje inne psy na szkoleniu. Np. ostatnio mieliśmy taką szaloną bokserkę. A Gruba nie lubi psów z adhd i przez całe zajęcia próbowała tego psa sprowadzić do pionu, żeby się Niki zachowywała kulturalnie. Na mnie ten widok już nie robił wrażenia i nauczyłam się rozróżniać sygnały, ale właścicielki Niki były spanikowane. Same przyznały, że gdyby to się nie działo na placu szkoleniowym, to wzięłyby psa i poszły. Natomiast Patrycja każdy sygnał tłumaczyła. Muszę się jej zapytać, czy taki filmik mogłabym umieścić, jak ona tłumaczy co to znaczy regulator psi. Myślę, że byłoby to fajne.
      A Ty masz jakieś wykształcenie, że tak powiem, psie? Ja właśnie dzięki Alabamie się tak wkręciłam, że teraz na różne seminaria jeżdżę i sama zastanawiam się nad jakąś podyplomówką, bądź studiami z behawioru. Z tym, że zanim kupiliśmy psa rozpoczęłam studia i nie chcę rzucać kolejnego kierunku, bo mi się znudził 😛

      Odpowiedz
  6. Natalia

    Wykształcenie mam Zootechniczne – więc zw. towarzyszące, gospodarskie, egzotyczne. Niedawno zaczełam też Technika Weterynarii. No jak Psiak do nas trafił to akurat mialam materiał do pisania pracy ;))) Też bym jeżdziła, gdyby nie fakt, że wiele wydarzeń,spotkań jest w Warszawie – a nie mam czasu na wyjeżdzanie z miasta tak często 🙁 Mam nadzieje, że niedługo się to zmieni 🙂

    Odpowiedz

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany