Warsztaty MasterClass Detection, czyli wykrywanie zapachu zostały zorganizowane przez Kasię z Zendog’a i Anię z QLdog’a. I tylko jedno słowo nasuwa mi się o tych warsztatach – niesamowite!

Z Kasią miałam przyjemność rozmawiać przez telefon. Na początku chciałam się zgłosić jako obserwator, ale po rozmowie z nią i podzieleniu się swoimi wątpliwościami, co do uczestniczenia z Dogiem Argentyńskim na tego typu warsztatach, odważyłam się zgłosić też Alabamę. I bardzo dobrze wyszło. Gdybym pojechała bez niej, to chyba bym do końca życia nie mogła przeboleć, że jej nie wzięłam. 

Organizacja warsztatów

Warsztaty z wykrywania zapachu trwały 3 dni, mniej więcej po około 8 godzin i w zasadzie była to sama praktyka. Różnorodność psów była niesamowita, przez co naprawdę można było zobaczyć wiele aspektów wykrywania zapachów, bo każdy pies i jego przewodnik inaczej pracował. Nawet jeśli psy były tej samej rasy jak np. border collie czy cocker spaniele.

Zajęcia odbywały się w siedzibie firmy Psie Smaki, a dokładnie na ich magazynie. Bardzo fajna okolica. Jeśli ktoś tak jak ja nie zamawiał obiadu, to niedaleko są sklepy i można w trakcie przerwy wyskoczyć, zwłaszcza jak dopisuje pogoda. W okolicy jest też gdzie wyjść z psem.

Podczas zajęć psy przebywały w samochodach. Zasady były jasno określone od początku. Gdy jeden pies ćwiczył, nie przeszkadzaliśmy mu i dopiero po zakończeniu ćwiczenia, gdy pies został wyprowadzony z magazynu, mógł wejść następny. Nie można się było mijać w drzwiach. Jeśli jakiś pies ma jakiekolwiek problemy, trzeba było o tym powiedzieć. Wszystko odbywało się z szacunkiem dla psów i ich właścicieli.

Najważniejsza była jednak atmosfera, która była po prostu fantastyczna. Na żadnym z seminariów, w którym do tej uczestniczyłam, nie było tak fajnej i luźnej atmosfery. Tutaj nikt nikogo nie osądzał, ani nikt nikomu nie oceniał psa, nawet jeśli pies miał problemy. Wszyscy wymieniali się uwagami i swoimi doświadczeniami. I to, na co szczególnie zwróciłam uwagę, to w trakcie wykładów, czy ćwiczeń ani razu nie usłyszałam, że prowadzący gada bzdury albo, że się nie zna albo, że nie czytał najnowszej publikacji itp itd. A na każdych seminariach, w których brałam udział niestety tak było. Zawsze znalazła grupa osób, która negowała prowadzącego oraz wyniki jego badań i twierdziła, że wie lepiej, bo przecież pracuje z psami. Tutaj każdy był ciekawy i pozytywnie nastawiony. Nawet wtedy, gdy otrzymywali uwagi na temat swojej pracy. Byli ludzie, którzy tak jak ja są totalnie zieloni w temacie wyszukiwania zapachu, ale byli też tacy, co bawią się w tropienie, obedience, czy sami są szkoleniowcami. Każdy jednak był traktowany tak samo, i przez prowadzącego, i przez pozostałych uczestników. Ludzie byli po prostu fajni i pozytywni.

Jednak przejdźmy do najważniejszej postaci tego weekendu… do Wesley’a 🙂

O prowadzącym – info ze strony wydarzenia na fb

Wesley Visscher od tego weekendu stał się dla mnie guru od psiego nosa i wykrywania zapachu. Jak pisze Kasia na stronie wydarzenia

„…swoją wiedzę i doświadczenie zdobywał pracując przez 7 lat jako przewodnik psów wykrywających narkotyki i inne nielegalne substancje na holenderskich lotniskach Schipol oraz Eindhoven.

W Stanach Zjednoczonych współpracował z policją i służbami specjalnymi w zakresie mantrailingu oraz wykrywania przez psy zapachów substancji odurzających oraz szczątków ludzkich.

Chcąc wykorzystać ogromny potencjał pracy nosem u bardzo młodych szczeniąt, Wesley założył swoją działalność Scent Imprint for Dogs www.scentimprint.com, w ramach której szkoli psie maluchy, łącząc ich wychowanie z przygotowaniem do pracy węchowej. W pracy opiera się o najnowsze osiągnięcia nauki, w tym o metody pozytywnego wzmocnienia. Szczególną uwagę poświęca emocjonalnemu rozwojowi psów, w czym wspiera go w ramach stałej współpracy, dyplomowana specjalistka zachowań psów Katarzyna Janczur, która oprócz prowadzenia treningów tropienia i wykrywania zapachów, stoi w Scent Imprint for Dogs na straży dobrostanu i stabilnego emocjonalnego rozwoju szkolonych psów.”

No i tyle oficjalnych informacji o nim. Jest to fantastyczny koleś. Pasjonat. Takich ludzi podziwiam i mogę słuchać godzinami. Bardzo fajnie opowiada o swoich psach i swojej pracy. Nie boi się dzielić wiedzą i robi to w taki sposób, że siedziałam zafascynowana. Do tego jest ciągle wśród ludzi, można swobodnie podejść i pogadać. I jako jedyny prowadzący, z tych seminariów, na których byłam, sam z siebie podszedł do każdego uczestnika i się przedstawił. A, i ma poczucie humoru 🙂 Ale niech jego żarty z Jurka zostaną tylko wśród uczestników 😉

Na YT znajdziecie jego kanał, a ja wklejam jedno wideo jak pracuje pies po szkoleniu Wesley’a.

Dzień pierwszy (piątek)

Wesley rozpoczął od przedstawienia siebie i swojej pracy. Opowiadał o tym, jak pracował dla służb specjalnych i jak szkolił dla nich psy. Najbardziej zaimponowała mi historia o tym, jak na jego psy wyznaczane są przez mafie wyroki. Ma tak skuteczne psy w wyszukiwaniu narkotyków, że grupy przestępcze uważają za zagrożenie czworonogi.

Alabama_szuka_MCD_day_2-kopiaNastępnie był wykład o motywacji za pomocą jedzenia oraz zabawek. Gruba ewidentnie woli jedzenie, co jest nam wiadome od samego początku. Dlatego w części ćwiczeniowej szukała jedzenia.

Część ćwiczeniowa polegała na odnalezieniu motywatora (jedzenia bądź zabawki) schowanego w jednym z kilku pudełek. Wydaje się banalne, bo przecież dla zmęczenia bawiliśmy się od czasu do czasu w domu w „szukaj”, gdy Gruba była malutka. Jednak dla mnie najważniejsze było to, że po pierwsze zobaczyłam, jak różnie pracują (szukają) różne psy (rasy). Jak różnie oznaczają, że znalazły zapach. Jak ważne przy szukaniu jest wyłapywanie sygnałów od psa. Jak ważne jest, by swoją mową ciała nie podpowiadać, gdzie znajduje się zapach (nagroda).

Do tej pory myślałam, że jedynym sposobem, by pies szukał, jest podanie mu do obwąchania przedmiotu i po zapoznaniu się z zapachem pies go szuka. Tymczasem Wesley pracuje zupełnie inaczej. Nie daje przedmiotu do obwąchania i nie wydaje komend. Pracuje na pudełkach, w których są zapachy do wyszukania. Niesamowite jest obserwować psy, które używają swoich nosów bez żadnych komend. Po prostu podchodzą do tych pudełek i wiedzą, co mają robić. Czysta natura 🙂

Dzień drugi (sobota)

Ten dzień rozpoczęliśmy krótkim wykładem o wprowadzaniu (dodawaniu) nowego zapachu. Potem przeszliśmy do pracy. Niektóre psy miały dodawany kolejny zapach do pudełek. My natomiast nie mieliśmy pomysłu, co jej wprowadzić, więc pracowaliśmy nadal na smaczkach. Jednak tym razem pudełka były rozłożone w magazynie. W pierwszej sesji pudełka były tylko w jednej części magazynu, w drugiej już na całym magazynie.

Alabama_day2_czeka_na_swoja_kolej-kopiaGruba, gdy „szła” do pracy, czyli tak naprawdę w drodze z auta na magazyn (niewielka odległość) była cała naładowana. Ciągnęła tak, że dyszała. Była mega chętna do pracy, mega nakręcona. Gdy już weszła na magazyn i weszła w „strefę pracy” to całkowicie się zmieniała. Była skoncentrowana na wyszukiwaniu. Jak odnalazła jedno źródło zapachu, to przechodziła do kolejnego. Przeszukała całe pomieszczenie. Wesley mówił, że dla niej nudne jest wyszukiwanie w lini prostej, pudełko po pudełku. Za to, gdy może sobie przeszukać teren, to to jest właśnie to.

To, co jest fajne u Wesley’a, to jego podejście do psów. Każdy pies dla niego jest inny. Do każdego podchodzi indywidualnie. Dopasowuje metodę pracy i długość sesji do danego psa. Doskonale czyta psy, więc widzi, kiedy pies się męczy i kończy pracę w odpowiednim momencie. Gruba w pierwszej rundzie pracowała ok. 6 minut. W drugiej ok. 10. Wtedy wydawało mi się, że to jest mało i miała ochotę na więcej. Ale w domu padła. Zresztą ja też. Zabawy węchowe wymagają od psa dużego wysiłku. Kosztują psy wiele energii i 10 minut zabawy w szukanie zapachów zmęczy psa bardziej niż kilka kilometrów biegania, czy spaceru.

Ten dzień był niesamowity. Wiele się działo. Praca psów była dużo bardziej dla nich wymagająca i z punktu widzenia obserwatora, ciekawsza.

Dzień trzeci (niedziela)


Alabama_dzien3Ostatni dzień to była tylko i wyłącznie praca z psami. Dla mnie to było takie podsumowanie tego, co robiliśmy w dwóch poprzednich dniach. Było mniej intensywnie, ale nie znaczy, że mniej ciekawie. Obserwowałam, jak pracują inne psy i starałam się ułożyć sobie w głowie plan pracy z Grubą i szukałam pomysłu na zapach do wykrywania dla Alabamy.

Jeśli chodzi o pracę z Grubą to pierwszą rundę szukałyśmy w magazynie, a druga był na dworzu za budynkiem. Gruba trochę krócej pracowała na dworzu, ale pewnie też dlatego, że jak pracowałyśmy na dworzu, to trochę się pogubiłam, co spowodowało, że w nieodpowiednim momencie ją nagradzałam i kiedy potrzebowała motywacji, żeby szukać dalej, to zawsze byłam o krok za późno.

Żałuję tylko jednego, że Jurek, który nie brał udziału w zajęciach, ale był ze mną, żeby pilnować Grubej podczas, gdy siedziałam na zajęciach, nie chciał sam z Grubą szukać. I w związku z tym nie zobaczyłam z dystansu swojego psa, jak pracuje. Nie widziałam z odległości wszystkich sygnałów, zmian w zachowaniu. Oczywiście będziemy teraz ćwiczyć w domu i z czasem się tego nauczę, ale i tak mi szkoda.

Szkoda, że weekend dobiega końca

Były to dla nas trzy bardzo intensywne dni. Intensywne, ale niesamowite. Gruba się świetnie bawiła, a ja zobaczyłam jak pracuje mój pies. Fajnie było zobaczyć sposób jej pracy w porównaniu z innymi rasami (psami).  To jak pracuje, jak się nakręca i zachowuje, jak bardzo jest niezależna, utwierdziło mnie tylko w tym, że dobrałam nam idealnie rasę. Takiego psa chciałam i takiego mam. Do tego włożyłam w nią i ciągle wkładam dużo pracy. I widzę, że to sprawia nie tylko mi dużą frajdę, ale również jej.

To, co mnie zaskoczyło, to gdy Gruba wiedziała, że nadeszła jej kolej, to była tak nakręcona na to, że za chwilę będzie szukać, że nie zwracała uwagi na inne psy, nawet na takiego, z którym mogłoby dojść do awantury. Jednak ważniejsze było szukanie.

Jeśli chcielibyście wybrać się na takie warsztaty, to uważam, że są one warte każdych pieniędzy. Ale podkreślę, że warto wziąć na nie psa. Szczególnie są to fajne zajęcia dla psów z problemami. Lękliwym, czy wycofanym dodadzą pewności siebie, a nadpobudliwych wyciszą. Nie ma co się przejmować pytaniami w stylu, czy mój pies się nadaje, albo czy się w tym sprawdzi. Oczywiście, że największą frajdę będą miały psy myśliwskie z tego, ale każdy pies może się na takich warsztatach dobrze bawić.

Na Masterclass Detection nacisk był położony na praktykę, czyli na rzeczywiste wykrywanie zapachu, a nie tylko opowiadanie o tym. Ćwiczenia, ćwiczenia i jeszcze raz ćwiczenia. Dzięki temu wbiłam sobie do głowy, jak pracować ze swoim psem, jak mogę wykorzystać jej predyspozycje oraz instynkt i jak urozmaicić treningi. Mam całkowicie nowe spojrzenie na pracę węchową z psem i tak jak było na warsztatach będę szkolić Alabamę. 

Z warsztatów wychodzę z wielkim kopem motywacji do pracy z psem. Zwłaszcza po tym jak Wesley powiedział, że ona świetnie pracuje i jest dobra w przeszukiwaniu terenu. Tego będę się trzymać, aż do kolejnej edycji 🙂

O Autorze

2 komentarze

  1. Dzeus

    Filmik robi wrażenie 😉 Fajnie to wygląda. Nie dziwie się, że Alabama padła po tak intensywnym treningu węchowym. Pamiętam jak Dzeus padał po dosłownie 20 minutach tropów (i to dzielonych!). 🙂

    Wszystko fajnie.. ale jak zobaczyłam cenę to zdębiałam. Ktoś musi być na to bardzo nakręcony – to tak, ja jednak w takim momencie mówię pas. No chyba, że będą jakieś szkolenia/treningi jednodniowe – ale chyba to wszystko polega na rozłożenia tego na 3 dni wiec.. w sumie innego wyjścia nie ma.
    W każdym bądź razie ciesze się, że Alabamie się podobało.
    Swoją drogą – dokładnie tak samo Dzeus ciągnie i dyszy do tropów ;P

    Odpowiedz
    • Luiza

      Pierwszego dnia padła na chwilę, drugiego dnia to był totalny zjazd, trzeciego dnia była mocno zmęczona. Ale prawda jest taka, że dało jej się to ostro we znaki, bo wczoraj na FitPaws odpadła po pierwszej rundzie. W zasadzie to już w pierwszej rundzie kombinowała, jak się nie narobić 😉
      Cena – tu rozumiem, że szokuje. Sama na początku się zastanawiałam, czy “to się zwróci”. Teraz nie żałuję ani jednej złotówki, bo to czego tam się nauczyłam i co zobaczyłam jest nie do wyceny. I zwróciło się chyba dziesięciokrotnie 🙂 Z drugiej strony, to weźmy pod uwagę, że żeby te warsztaty miały sens, to nie może być nieograniczona ilość psów. Było 10 psów z właścicielami (mam nadzieję, że żadnego nie pominęłam), plus kilka osób jako obserwatorzy. A trzeba zapłacić prowadzącemu, wynajęcie miejsca, przygotowanie poczęstunku. Im mniejsza ilość psów, tym większe koszty na jednego uczestnika, ale żeby każdy pies mógł skorzystać z tych warsztatów, to nie mogło być ich więcej. Ta ilość, która teraz była, moim zdaniem, była idealna.
      Rozkładanie tego na warsztaty jednodniowe nie ma najmniejszego sensu. Niczego byś się nie dowiedziała. Dla mnie 3 dni to i tak zdecydowanie za mało. Dla mnie mógłby być to tygodniowy obóz 🙂
      Ciągnięcie… przy pracy węchem, to chyba każdy pies ciagnie 🙂

      Odpowiedz

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany