Gruba ma już prawie 7 miesięcy. Nie jest już takim pulpetem i słodziakiem, którego widzieliśmy w wieku 5 tygodni. Zmienia się podGruba obrywa :) względem charakteru i wyglądu. Nie jest również tania w utrzymaniu, ale rekompensuje nam to tym, że daje dużo radości – jakby to trywialnie nie brzmiało. I wymusza wychodzenie na dwór. Czy pada, czy wieje, nawet jak bardzo się człowiek nie chce ruszyć, to wychodzi, niby na 5 minut, a wraca po godzinie zadowolony, że ruszył dupsko z domu.

Oczywiste jest, że każdy właściciel będzie chwalił swojego psa. Muszę przyznać, że Alabama okazała się psem idealnie do nas dopasowanym. Ale… nie jest psem idealnym. 😉 Zatem…

Jaka jest Alabama?

Alabama jest psem zrównoważonym, uwielbia ludzi i nasi sąsiedzi ją lubią. Jest dobrze zsocjalizowana, chciałaby poznać każdego psiego kolegę, którego mija na ulicy. Problem jest jednak taki, że robi się coraz większa, przez co trudno jest nam znaleźć dla niej kompana do zabawy.

Gruba przestała był szczeniakiem, a zaczęła być młodzieżą. Dorasta. Jeszcze parę tygodni temu chciała się bawić z każdym napotkanym psem. Zwłaszcza z małymi. Dzisiaj jak pies nie odwzajemnia jej zainteresowania, to go po prostu olewa. Niedawno na widok wielkich psów ogon brała pod siebie i próbowała się za nami chować. Teraz coraz pewniej podchodzi do psów większych od siebie. Jest, oczywiście, coraz wyższa i więcej waży, ale też nabiera wyrazu dorosłego psa, na co najbardziej zwracają uwagę nasi sąsiedzi.

Alabama lubi być bliskoGruba jest psem, który musi mieć kontakt z człowiekiem. Gdy wraca zmęczona po tresurze, czy spacerze to najchętniej wtula się w nogi i idzie spać, czym nas totalnie rozczula, bo to jej pozostało ze szczeniaka. Jak rano wychodzimy do pracy, to całą sobą pokazuje, że nie jest z tego powodu zadowolona. Jest psem, który czyta emocje i energię osoby, z którą przebywa. Np. ze mną potrafi cały dzień przeleżeć, natomiast jak zostaje w domu sama z Luizą, to ona nigdy nic nie może zrobić, bo ta ją cały czas zaczepia i chce, żeby się nią zajmowała. Jak się kłócimy, to z miejsca próbuje załagodzić sytuację, chodzi wokół osoby, która wywołała kłótnię i wysyła wszystkie sygnały uspokajające, jakie tylko może.

Wykorzystuje każdą naszą słabość: Luiza lubi pospać dłużej, więc jak chce mieć ją z głowy, to wpuszcza ją nad ranem do łóżka. Mała menda zaczęła to wykorzystywać i w pewnym momencie Luiza budziła się w nocy z głową Alabamy na swoim ramieniu i piszczeniem, żeby ją wpuścić. Na szczęście szybko to wyprostowaliśmy.

Ale gdy zadaję sobie pytanie: “jaka jest Alabama?”, to pierwsza myśl, jaka przychodzi mi do głowy to, że jest trudna.

Trudna, czyli jaka?

Jakbyś nie szukał(a) w internecie, to wszędzie natkniesz się na teksty typu „DA to nie jest pies dla wszystkich”, „trzeba mieć doświadczenie z psami tego typu”, „trzeba być konsekwentnym”, „trzeba mieć czas” . Wszystko to prawda, ale nikt nie pisze, dlaczego jest to pies trudny, na czym ta trudność polega. Fakt jest jednak taki, że DA to nie jest pies dla każdego.

Alabama dokazuje na szkoleniu. Ma swoją wizję na temat wykonywania komend. Doskonale wie, czego się od niej oczekuje, ale jak ona w tym momencie chce coś innego, zwłaszcza bawić się z innym psem, to nie przekonasz jej do przyjścia żadnym żarciem, czy smakołykiem. Mamy przetestowane chyba wszystkie smakołyki ze sklepu Maxi Zoo. Niektóre są beznadziejne „technicznie” np. ciężko się Grubej je rozgryza, ciężko je podzielić, albo najzwyczajniej w świecie ma po nich rozstrój żołądka. Na krótko działa na nią mięso w postaci parówek, kiełbas, czy surowej wołowiny. Na krótko tzn. przyjdzie, sprawdzi co masz, ale potem stwierdzi, że już np. robiła “do mnie” za to i kolejny raz nie ma sensu wykonywać tej komendy za wołowinę… przecież to nuda!!!

Parafrazując króla Juliana: “Nie chcę. (wołowinka). Nie lubię. (ciasteczko).Nie tknę (paróweczka). Wczoraj bym zjadła, ale dziś nie (sucha karma). Pas”.

Testowaliśmy również zabawki. Puller, sznurki do przeciągania, pluszaki, butelki. Dla żadnej zabawki nie będzie wykonywać ćwiczeń J. Obecnie ma dwie zabawki, które lubi: liska na sznurku (dzisiaj, dosłownie godzinę temu, został uśmiercony przez Grubą) oraz torgę. Lisek na sznurku wyciągany jest tylko na spacer i jest w stanie pobawić się nim tak do 10 minut. Torga to gryzak z jakiegoś tam korzenia. Zapewnia jej zajęcia tak na godzinkę, dwie. Ważne po jedzeniu, bo wtedy ma najwięcej energii do biegania, a jak wiadomo, nie powinna. Torga jest chowana od czasu do czasu, żeby mogła się za nią stęsknić. Najlepszy byłby drugi pies, ale nie chce mi się kupować chiuhuahua’y, żeby mi równo chodziła na placu treningowym 😛

Przy niej musisz mieć gotowych kilka możliwych scenariuszy prowadzenia ćwiczeń (Patrycja w ciągu kilku minut potrafi zmienić plan zajęć, gdy widzi, że Gruba stawia opory). Taka sytuacja: mieliśmy zajęcia z inną osobą niż Patrycja. Dziewczyna zajmuje się psami na co dzień, ale nie miała doświadczenia wcześniej z Argentynem. Zaczynamy zawsze od prostych ćwiczeń, żeby dać Alabamie znać, że pracujemy i ma się skupić (podobnie robimy na spacerach). Zwykle jakieś podstawowe komendy w różnych konfiguracjach siad, waruj, stój, zostań, do mnie. Trwa to parę minut, ale tego dnia ze względu na nową prowadzącą, która chciała też sama z nią poćwiczyć, wykonywanie komend trwało dłużej. Po ok. 15 minutach Alabama na każdą komendę reagowała rozglądaniem się wokół siebie z miną „Serio!? Ja to umiem i nie muszę już tego robić!” Dziewczyna potem przyznała się, że została kompletnie przez tego psa “wywalona z torów” i nie wiedziała, co ma dalej z nim robić, chociaż miała ułożony plan działania. Wkroczyła Patrycja i ustaliła zupełnie nowy scenariusz. Alabama do końca zajęć pracowała z podejściem króla Juliana: “Prostaczkowie, król wysłuchał waszych plebejskich lamentów”.

Moją frustrację wzmacniał fakt, że pamiętam, jak szkoliłem Yagę (sznaucer olbrzym). Wszystko było łatwiejsze, a za kiełbasę lub parówkę, to dałaby się pokroić. Jej waruj, to było waruj! Trwało to sekundę. Alabamie dajesz komendę i następuje pauza…. mijają sekundy, zaczyna wykonywać komendę… jedna łapa… spojrzenie typu “Na pewno muszę?”… “A nie odpuszczasz… więc wykonam!”… jeszcze chwila… i komenda wykonana. Alabama jako molos ma zupełnie inny zapłon niż pinczer. U Grubej komendy nie są robione na wielkim speedzie, masz czasami wrażenie, że wszystko jest w zwolnionym tempie. Trochę taki przypadek autustyczny.

Na początku miałem z tym problem. Ciągle gdzieś z tyłu głowy była Yaga. Frustracja rosła, co niekorzystnie wpływało na moją współpracę z Alabamą. Na szczęście ten etap mam za sobą. Yaga to Yaga, a Alabama to Alabama. 🙂

Twarda, a jednak delikatna

Argentyny to psy pełne skrajności, z jednej strony bardzo delikatne, a z drugiej twarde do szpiku kości. Po Grubej, szczególnie w pierwszym miesiącu z nami, było widać, że nieodpowiednie traktowanie mogłoby ją złamać. Np. w pierwszym miesiącu nie można było na nią nawet krzyknąć, od razu się kuliła, jakby dostała z kopa. Potem w kolejnym miesiącu nastąpił mały przełom i zaczęła z coraz większym luzem reagować na reprymendy słowne. Sytuacja się powtórzyła, gdy zaczęliśmy stosować korekty smyczą, np. gdy ciągnęła. Znowu przy mocniejszej korekcie kuliła się i wyglądała, jakbyśmy ją naprawdę mocno lali. Obecnie jest na etapie „mam wywalone na wszystko”. Dla mnie ta delikatność była wyjątkowo trudna. Byłem przyzwyczajony, że pies np. szybko zaczyna równać, że w miarę szybko zaczyna przychodzić itd. Luiza miała więcej wyczucia i ciągle mnie strofowała. Wyluzowałem się… po pewnym czasie. Na szczęście udało się odbudować to, co mogłem popsuć i trochę napsułem.

Zapewne znacie przyczynę: bo z Yagą było inaczej 🙂

Przemoc do niej, zresztą jak do każdego psa, jest niedopuszczalna. Pies reaguje inaczej, niż większości z nas się wydaje. Zamyka się w sobie i tracimy możliwość zbudowania z nim więzi. Chciałem jeszcze podkreślić, że w przypadku Argentyna jest to bardzo niebezpieczna metoda, bo to silny pies i może zrobić poważną krzywdę. Dlatego tak ważne jest wyczucie w wychowywaniu Doga Argentyńskiego.

Teraz prawie 7-mio miesięczna Alabama stała się twardsza, mogliśmy wprowadzić elementy przymusu i teraz jak się na nią krzyknie, to zareaguje, ale już bez jakiegoś stresu. Próbuje bardziej postawić na swoim, ale my się nie dajemy, bo wiemy, że trzeba być konsekwentnym. Zresztą jak przy każdym psie. 🙂

Jednak teraz bycie konsekwentnym rozumiem inaczej. Nie chodzi, aby za wszelką cenę zmusić psa, aby zrobił, co ja chcę, ale aby każdego dnia chciała zrobić dla mnie więcej i dłużej. Uczę się ciągle “czytać” Grubą i coraz lepiej ją rozumiem. Wiem, kiedy ma dość i wtedy ćwiczenia kończymy jakąś prostą komendą, żeby zakończyć sukcesem. Dodatkowo więcej czasu poświęcamy na zabawę, ale o tym już niedługo w jednym z kolejnych wpisów.

Podsumowując: aby dobrze wychować DA trzeba naprawdę mocno się napracować. Porównując Grubą do innych psów, które mieliśmy okazję poznać w ciągu ostatnich kilku miesięcy, to naprawdę przy niej trzeba mieć żelazną konsekwencję i być cierpliwym do granic wytrzymałości.. i to w każdej minucie. Niestety nie zawsze się udaje i niektóre rzeczy, co jakiś czas zaczynamy od nowa (o tym będzie w innym wpisie).

A na koniec kilka zdjęć, jak się zmieniała Gruba…

O Autorze

Jedna odpowiedź

  1. Włodek

    – za to moja Kalifornia
    – weź te majty z fotela schowaj, to znaczy wyretuszuj
    – no i goń tego bulteriera bo brzydki niemiłosiernie

    Odpowiedz

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany