W maju, po długim weekendzie, wzięliśmy suczkę Doga Argentyńskiego z hodowli. Pies był u nas dwa tygodnie. W drugim tygodniu, gdy poszliśmy na pierwsze zajęcia do psiego przedszkola okazało się, że pies jest lękliwy. Postanowiliśmy ją oddać z powrotem do hodowli. Nie była to prosta decyzja, jednak wydawała się ona najbardziej odpowiedzialna i racjonalna.

Pies lękliwy, czyli co?

Pierwsze sygnały otrzymaliśmy już przy odbiorze szczeniaka. Psina była puszczona luzem i gdyby nie wręczyli jej Luizie na ręce, to w ogóle by do nas nie podeszła. Dzisiaj już wiemy, że to nie jest naturalna sytuacja. Szczeniak powinien zainteresować się nowymi osobnikami na swoim terenie. Wtedy tak cieszyliśmy się odbiorem szczeniaka i byliśmy zajęci załatwianiem formalności, że przeoczyliśmy to.

Kolejne sygnały mieliśmy w domu, jak ją przywieźliśmy. Kiedy do nas podchodziła, to zawsze robiła to czołgając się i mając ogon pod sobą. Nie zwróciliśmy na to uwagi na żywo, dopiero na zdjęciach nas to uderzyło.

Na spacerach nie interesowali ją przechodnie, dzieci na rowerach, inne psy. Na początku cieszyliśmy się, że nie skacze na nikogo i nie będzie problemu, że przez przypadek swoją siłą zrobi jakiemuś dziecku krzywdę. Jednak po tygodniu wychodzenia na dwór, jedyne co ją interesowało to załatwić się i wrócić szybko do domu. Spacery to była prawdziwa udręka, a powinny być mega frajdą dla szczeniaka i właściciela.

W skrócie nasza suczka bała się wszystkiego: zwierząt, ludzi, przyrządów takich jak kosiarki, samochodów, windy, kafelek, podłogi drewnianej.  Po tygodniu w domu ona nie była w stanie wejść do łazienki, do której drzwi są ciągle otwarte (jeszcze by ją tam coś napadło). Gdy ktoś próbował ją pogłaskać, to uciekała albo zamierała w bezruchu.

Zwróćcie uwagę na takie rzeczy. Oczywiście naturalne jest, że szczeniak nowych rzeczy może się bać. Jednak, gdy pies jest zrównoważony, to jego ciekawość wygra. I choć w pierwszym momencie wystraszy się czegoś nieznanego, to po chwili zaciekawiony powinien podejść i sprawdzić, co to takiego.

Skąd diagnoza

Oczywiście, sami nie stwierdziliśmy, że suczka jest lękliwa. Tak jak pisałem wcześniej, wiele sygnałów przeoczyliśmy, tłumacząc je nieśmiałością szczeniaka (notabene Dogi Argentyńskie nie powinny być nieśmiałe). Okazało się to pierwszego dnia w psim przedszkolu, gdzie tylko nasz pies nie chciał do nikogo podejść, nie chciał się bawić z innymi psami. Ciągle też miała ogon pod sobą. Gdy treserka/behawiorystka chciała ją pogłaskać, to pies wpadł w histerię. Jednak, żeby tak od razu nie podejmować decyzji o oddaniu psa, zrobiliśmy jeszcze jeden test. Behawiorystka przyjechała do nas do domu, żeby zobaczyć, jak pies zachowuje się w stosunku do obcych na swoim terenie. Gdy Patrycja przyszła do nas do domu, to ze strachu szczeniak zlał się pod siebie. Większość wizyty sunia przespała udając nieżywą i licząc, że nikt nic od niej nie będzie chciał. Wtedy podjęliśmy decyzję, że psa niestety trzeba oddać. Problem z lękliwym psem polega na tym, że taki pies jest po prostu nieprzewidywalny. Nigdy nie wiesz, czy nie wystraszy go szeleszcząca na wietrze siatka i czy w przypływie strachu nie rzuci się na jakieś przechodzące obok dziecko. Mieszkamy w bloku, obok jest przedszkole. DA to pies ważący ok 45 kg. Nawet gdyby się rzucił i nie pogryzł, a tylko złapał za rękę to mógłby zrobić wielką krzywdę. Nie można ryzykować. Oczywiście mogliśmy psa rehabilitować. Jednak nie po to braliśmy psa z hodowli, który w założeniu miał być pewny siebie i odważny, żebyśmy go na dzień dobry rehabilitowali. Gdybyśmy chcieli psa rehabilitować, to wzięlibyśmy psa ze schroniska. Chcieliśmy psa, którego będziemy wychowywać, zabierać do miasta, pokazywać mu od małego wiele rzeczy. A okazało się, że wielkim wyzwaniem będzie to, aby się nie bała ludzi i mogła w miarę normalnie funkcjonować w bloku.

Oddanie psa hodowcy

Zwracanie psa jest bardzo nieprzyjemne. Kosztuje dużo emocji i jest cholernie wyczerpujące. Hodowca przyjął psa, jednak sama rozmowa nie należała do przyjemnych. Następnym razem chcę mieć wpisaną możliwość zwrotu szczeniaka w określonych przypadkach takich jak poważne wady charakteru np. lękliwość, agresja, czy zdrowie oraz chcę mieć możliwość przyjechania z behawiorystą, aby on pomógł mi wybrać szczeniaka. Chyba że już hodowca ma zrobiony przegląd miotu przez behawiorystę, który wystawił i podpisał odpowiedni dokument.

Błąd przy rozmowie z hodowcą

Nie chcę powiedzieć, że hodowca nas oszukał, bo tego nie wiem i mam nadzieję, że to po prostu nieprzyjemny zbieg okoliczności. Wiem jednak, że dostaliśmy szczeniaka z charakterem, który był dla nas nie do zaakceptowania. Powiedzieliśmy hodowcy, czego oczekujemy i zaufaliśmy mu, że dobrze nam dobierze psa, bo przecież kto jak nie on zna swoje psy najlepiej. Jednak wyszło zupełnie inaczej.

Z perspektywy czasu hodowca poświęcił nam mało czasu i nie było możliwości zapoznać się ze szczeniakami, poobserwować ich. Moja wizyta w hodowli trwała raptem 30 minut z różnych względów. Hodowcy coś wyskoczyło, a ja miałem pociąg powrotny do domu. Stąd dzisiaj już wiem, że tego czasu trzeba sobie zarezerwować więcej, aby nie było takiej sytuacji. Jeśli hodowca nie jest chętny do pokazania szczeniąt i uważa, że sam lepiej dobierze nam psa, to lepiej zrezygnujcie. Oddanie psa jest o wiele trudniejsze, niż powiedzenie hodowcy “przykro mi, nie mogę wziąć od Pana psa”.

I co dalej                                                                   

Nie chcemy popełniać dwa razy tych samych błędów, dlatego powstał wpis o tym, jak rozmawiać z hodowcą, aby to było też przestrogą nie tylko dla nas.

Obecnie jesteśmy w trakcie zaawansowanych rozmów z innym hodowcą. Jego podejście nam się bardzo podoba i pewne rzeczy robią na nas ogromne wrażenie. Podejście jest książkowe. Do tej pory żadna rozmowa, czy sytuacja nie wzbudziła w nas jakiekolwiek wątpliwości, co do psów, czy intencji hodowcy. Widać, że chcą by szczeniaki trafiły w odpowiednie ręce.

Oczekujcie przedstawienia szczeniaka w lipcu 🙂

O Autorze

6 komentarzy

  1. Włodek

    Cześć,
    No cóż, oczekuję do lipca.
    Tak przy okazji to imię macie na lipiec?
    Nowe, czy zachowacie poprzednie?
    Jak bym sugerował jednak nowe, brzydkie nie było, ale rozdział bym zamknął.
    Pozdrawiam,
    W.

    Odpowiedz
    • Luiza

      Imienia nie mamy jeszcze. Na pewno będzie nowe, tak jak piszesz – rozdział trzeba zamknąć. Zobaczymy, czy w hodowli biała dostanie jakieś fajne imię. Jeśli będzie nam się podobać, to zostawimy. Jeśli nie, to coś innego wymyślimy. Możesz też nam pomóc. Jak masz jakiś pomysł, pisz. Wszystkie propozycje rozważymy 🙂

      Odpowiedz
      • Włodek

        Ja się postarałem, Wy nie znacie się 🙂 Nie potraficie docenić…
        Ale trudno, zatem:
        – Neri
        – Mila
        W.

  2. Paula

    Decyzja trudna ale odpowiedzialna i słuszna. Czekam z niecierpliwością na kolejne relacje i zdjęcia nowej diablicy (trzymam kciuki za sukcesy i udany zakup) 😀

    Odpowiedz

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany