Gdy zdecydujesz się na szczeniaka, to masz dwie opcje. Pierwsza to Twoje życie z psem będzie wielką frajdą i przygodą. Druga to Twoje życie zamieni się w piekło, a posiadanie psa będzie udręką. Która opcja to będzie, zależy tylko i wyłącznie od tego, czy poświęcisz swój czas na szkolenie Dogo Argentino.

Jeśli wiemy, jakie są nasze oczekiwania wobec szkolenia Dogo Argentino, to gdy tylko przywieziemy szczeniaka do domu możemy zacząć szkolenie, czyli stawiamy krok trzeci w naszej przygodzie posiadania Dogo Argentino. Poprzednie dwa kroki to określenie wymagań i wybór szkoleniowca, o których możecie poczytać tutaj.

Krok 3. Szkolenie Dogo Argentino

To, o czym przeczytacie poniżej to dla mnie takie podstawy, aby życie z DA było przyjemnością. Wymieniam je w kolejności od najważniejszej dla mnie. I uważam, że 5 pierwszych powinien mieć opanowane każdy pies. Dlatego, że wtedy taki pies nie jest uciążliwy dla otoczenia. Wszystko sprowadza się do panowania nad swoim psem.

Przywołanie

To ta część, która zajęła nam bardzo dużo czasu i sprawiła, że na początku nie mieliśmy, żadnej przyjemności z pracy z Grubą. Wszystko było ciekawsze od nas. A już w ogóle dramatem było odwołać ją od zabawy z innym psem. Zwykle trzeba było podejść do niej i innego psa i po prostu zapiąć ją na smycz i odejść, bo inaczej sama z siebie za smakołyka by nie przyszła. Nawet nie wiecie, jaka była radość, gdy po raz pierwszy udało ją się odwołać od zabawy z innym psem 🙂dsc01056

Od razu zaznaczę, że nie ma co mieć nadziei, że odwołacie psa od wszystkiego. Zwłaszcza od pogoni za zwierzyną. Trzeba mieć tego świadomość i w miejscach, gdzie istnieje ryzyko trafienia na sarny, dziki i inne stworzonka, warto mieć psa na długiej, szkoleniowej lince lub po prostu na smyczy.

To, co zaczęliśmy zmieniać, kiedy Gruba nie reagowała na “do mnie”, to były dwie rzeczy. Najpierw zaczęliśmy manipulować ilością smaczków. Po prostu za każde przywołanie dostawała wielką garść smaczków. A potem dodaliśmy do tego element zabawy w chowanego. Szliśmy z Jurkiem na pole, każdy miał swoją saszetkę ze smaczkami, chowaliśmy się w wysokiej trawie i na przemian przywoływaliśmy Grubą. To było to, co zadziałało od razu.

Czasami też dla zabawy, gdy szłam z Grubą sama, a ona gdzieś biegła sobie do przodu nie odwracając się za siebie, to również stosowałam chowanie się za drzewami, czy w wysokiej trawie. To spowodowało efekt taki, że obecnie Gruba, co jakiś czas odwraca się za siebie i pilnuje się, czy idziemy, czy nie.

Jeśli natrafiacie na problemy z przywołaniem, to polecam artykuł Piotrka “Do mnie!”. Znajdziecie w nim kilka fajnych trików dotyczących nauki przywołania.

Jedzenie na komendę

Najprostsza i najszybciej załapana przez Grubą zasada. Zaczynaliśmy od małych kroczków, czyli najpierw miała się powstrzymać od podbiegania do miski, gdy miska była stawiana na stojaku. Następnego dnia musiała usiąść zanim postawiliśmy miskę na stojaku. Potem musiała chwilę odczekać, kiedy miska już była ustawiona i mogła podejść do niej, gdy zostało wydane polecenie “proszę”. Teraz Gruba nie ruszy miski z żarciem dopóki nie pozwolimy. Raz Jurek zrobił jej jedzenie, położył miskę na stojak i zabrał się za sprzątanie. Zapomniało mu się dać komendę “proszę”. Gruba biedna siedziała i czekała na pozwolenie oblizując co chwila fafle z przypomnieniem, że jest głodna 🙂

Po co uczyć tego psa? Niektórzy twierdzą, że tak się robi, żeby pokazać psu miejsce w stadzie. Dodają do tego jeszcze zasadę, że najpierw je człowiek, potem pies. M. in. dr Marta Gacsi wykazała, że jest to bzdura i nie ma żadnego znaczenia kolejność jedzenia. Podejmowanie jedzenia na komendę to po prostu praca nad emocjami i samokontrolą psa.

 

Samokontrola, czyli co?

thumb_img_9079_1024Samokontrola to nic innego jak nauczenie psa zachowania spokoju, gdy w jego pobliżu znajduje się coś, na czym mu zależy: smakołyk, zabawka, smycz, miska z jedzeniem, inny pies itd.

Dlatego od początku ćwiczyliśmy nie tylko dawanie jedzenia na komendę, ale również pierwsi wychodziliśmy z mieszkania, smycz była zakładana tylko wtedy, jak Gruba była spokojna itd. Nie po to, żeby jej pokazać, że to my rządzimy i jesteśmy na samej górze w hierarchii, ale żeby nauczyła się, że nie warto wariować. Że opłaca się być spokojnym.

Jak można ćwiczyć samokontrolę i panowanie nad emocjami możecie przeczytać w dwóch artykułach Piotra. Pierwsza część dotyczy autokontroli na co dzień na przykład powitanie, spacer. Druga część opisuje samokontrolę na treningu, czyli jak ćwiczyć ze swoim psem. Obecnie właśnie w taki sposób ćwiczymy z Grubą.

Spacery bez ciągnięcia

Jedna z najtrudniejszych rzeczy do wyeliminowania. Zajęło to nam ponad rok czasu. Próbowaliśmy wszystkich metod dostępnych na różnych psich blogach, forach itd. Zatrzymywanie się, zawracanie, zmiany kierunków. Nawet nie jestem w stanie przypomnieć sobie wszystkiego. To, co zadziałało na krótką metę, to zmiany szybkości spaceru. Raz biegałam, raz szłam mega wolno, raz truchtałam itp. Gruba nigdy nie wiedziała, co ją czeka. Z tym, że ja nienawidzę biegać i szybko mnie to zmęczyło.

Największe efekty przyniosła metoda, którą opisuje Piotrek w artykule “Przestań ciągnąć!

Moim ulubionym sposobem jest „wspinanie się po linie”. Polega on na tym, że w wypadku, gdy pies napina smycz, zatrzymuje go w miejscu, a następnie skracam smycz w charakterystyczny sposób, przypominający wspinaczkę za pomocą liny po stromej ścianie. Ważne by czworonóg cały czas stał bez ruchu. Kiedy zbliżymy się do niego na tyle, by lekko go wyprzedzić, puszczamy smycz. Najprawdopodobniej zaraz ponownie ją napnie, ale wtedy powtarzamy całą czynność. Choć może się to wydawać niedorzeczne, przynosi doskonałe rezultaty. Celem psa jest jak najszybsze dotarcie do celu (parku, zapachu), a ciągłe zatrzymywanie i czekanie na właściciela w jego mniemaniu spowalnia spacer, czyli w efekcie napinanie smyczy staje się nieopłacalne. Jeżeli po zatrzymaniu, zwierzę przybiega do nas i zachęca do dalszej wędrówki i tak musimy na chwilę przystanąć. Kiedy będzie w ciągłym ruchu, nie nastąpi (w jego mniemaniu) spowolnienie spaceru.

Metoda przyniosła rezultat taki, że obecnie Gruba ciągnie, jak jest mocno podekscytowana, czyli np. jak idziemy na FitPaws, czy jak poczuje jakieś dzikie zwierzątko. I nad tym nadal trzeba pracować. A jeśli na codziennym spacerze się zapomni i zaczyna ciągnąć, to wystarczy lekko pociągnąć smycz i od razu robi się luźno.

Spacery bez stresu

Dla mnie oznacza to, że w trakcie spaceru mój pies nie wyskakuje na przechodniów i biegaczy. Nie rzuca się na przejeżdżających rowerzystów, rolkarzy, czy deskorolkarzy. Nie reaguje nadpobudliwie na piszczące i zaczepiające dzieci.

thumb_img_8775_1024W przypadku Grubej wygląda to tak, że od pierwszych spacerów uczyliśmy ją, że ma nie wyskakiwać do ludzi, nie ma reagować na rowery, motory itd. Za każdym razem, gdy widzieliśmy zbliżającego się przechodnia, czy nadjeżdżającego rowerzystę braliśmy smaczka do ręki i prowadziliśmy Grubą ze smaczkiem tak, żeby nawet nie odwróciła głowy w stronę rozpraszacza. Udało się ze wszystkim, tylko nie dziećmi. Z dziećmi bywa różnie, ale to nie jest zależne od Grubej tylko od dzieci. NIESTETY dzieci bywają małymi skurwielami i już nie raz się przekonałam o tym, że celowo wkurwiają mi psa. Potrafią jeździć jej przed nosem na hulajnogach i piszczeć, żeby tylko za nimi biegała. Widzą, że się denerwuje i bawi ich, że ciągnie na smyczy. Nie raz miałam ochotę puścić smycz, ale rozsądek wygrywa.

Jest na osiedlu parę dzieci, które panicznie boją się psów i ja to szanuję, dlatego zawsze skracam Grubej smycz, zatrzymuję się i takie dzieci przepuszczam. Na takie dzieci Gruba nie reaguje w ogóle. Jest też na osiedlu dziewczynka, która ma fretkę. Gruba wyczuwa zapach fretki, nawet jak dziewczynka jest na drugim końcu bloku. Gruba strasznie do niej ciągnie i chciałaby ją obwąchać, ale niestety ona boi się psa, więc zwykle muszę Grubą odciągać.

Zabiegi pielęgnacyjne

Od początku uczyliśmy Grubą tolerancji do naszego dotyku po to, żeby później nie mieć problemu z jakimkolwiek zabiegiem. Na początku ćwiczyłam z nią na “sucho”, to znaczy uczyłam ją, że mogę jej robić wszystko. Było to np. podnoszenie łap, przegłaskiwanie w różnych miejscach, przytrzymywanie głowy, czy łap. Często masowałam jej uszy, zaglądałam do pyska i oglądałam zęby. Bywało tak, że prosiliśmy osoby na ulicy, by jej obejrzały zęby, bo chcieliśmy chodzić na wystawy, a to jest standardowa procedura, że sędzie zagląda do pyska psa.

Efekt: Gruba da sobie zrobić wszystko. Mogę, za przeproszeniem, wsadzić jej palec w tyłek i będzie stała. Co nie oznacza, że wszystko sprawia jej wielką przyjemność. Nie lubi przycinania paznokci, bo parę razy jej za krótko przycięłam. A jest z niej pamiętliwa sucz, więc teraz jak widzi obcinacz, to najpierw próbuje unikać zabiegu, ale niestety jak mówię, że ma się położyć, to leży i daje sobie obciąć. Oczywiście jest za to bardzo dobrze wynagradzana. Może jeszcze kiedyś to polubi…

Warto psa przyzwyczajać nie tylko do zabiegów, ale do tolerancji różnych kubraczków, noszenia skarpetek itp. Ogólnie do niepodejmowania prób ściągania tego, co zostanie psu przyczepione. Przydaje się to w sytuacjach awaryjnych. Gruba została przez nas nauczona, że jeśli jej coś zakładamy, to nie powinna próbować tego ściągać. Każda próba wylizywania, czy wygryzania miejsc, gdzie zostały nałożone jakieś medykamenty jak maść itp. kończyła się głośnym “przestań”/”fe” z naszej strony. Dzięki temu, gdy miała założone szwy między palcami, to nie podejmowała prób wylizywania, ani tym bardziej wyrywania szwów. Mogliśmy spokojnie iść do pracy zostawiając ją w domu bez żadnych bandaży, czy butów ochronnych i wiedzieliśmy, że szwy będą w całości.

Być może mamy farta i wyszło nam to przez przypadek, ale spróbować warto. Z kolejnym szczeniakiem też spróbujemy.

Wizyty u weterynarza

To niestety jest naszą porażką. Na początku chcieliśmy chodzić z nią na wizyty socjalizacyjnie, żeby miała pozytywne skojarzenia. Jednak na każdej wizycie miała coś robione. A to szczepienie, a to nużyca i to, że prawie zeszła od podanych leków, uszy, łapa, biegunki. Zawsze kuźwa coś. I tak naprawdę mimo tego nie było z nią dużych problemów. Chodziła do weta, dawała sobie wszystko robić. Nawet ja dawałam jej antybiotyki w zastrzyku.

Ale na jednej wizycie, jakiś młody lekarz miał jej pobrać krew i tak się ch… wbił, że Gruba wyrwała łapę z jego dłoni i zapiszczała. Wcześniej miała pobieraną już raz krew i nie było takich problemów, więc ewidentnie lekarz źle się wbił. Poszedł po koleżankę, pani technik przyszła i stwierdziła, że nie pobierze jej krwi, bo nie ma kagańca. Ja już byłam tak wkurwiona czekaniem (25 minut czekania na to, aż ktoś się znajdzie, kto będzie umiał krew pobrać), że chciałam wyjść i technik zmiękła, powiedziała, że mamy ją przytrzymać. No i to chyba było dla Grubej za dużo, ponieważ od tamtej pory jak wchodzi do gabinetu to kuli ogon pod siebie i próbuje uciekać.

Obecnie musimy pracować, żeby znowu miała luz na wizyty w przychodni. Mamy wybranego jednego weta i chodzimy na wizyty tylko do niej, nawet jeśli na termin trzeba poczekać. O naszej wet mówią, że to taki doktor House w przychodni. Ma ogromną wiedzę, ciągle się dokształca. Jest mega dociekliwa i jak jej się coś nie podoba bądź ją niepokoi, to zleca badania, zanim podejmie jakieś ryzykowne leczenie. Do tego w żaden sposób nie jest uprzedzona do rasy, ogarnia behawior (co wbrew pozorom u weterynarzy zdarza się bardzo rzadko) i potrafi powiedzieć, jak coś jej się nie podoba. Ostatnio zaliczyłam z Grubą wizytę, na której nic nie miała robione i nie była taka przestraszona, więc jest nadzieja.

Żebranie przy stole

Nienawidzę tego i mocno tępię takie zachowanie. Gruba niestety od czasu do czasu ma takie odpały, że próbuje, ale wystarczy jej powiedzieć “odejdź” i już jej nie ma przy stole. Albo sobie pójdzie na swoje miejsce albo będzie szukać najsłabszego ogniwa 😉

Aby pies nie żebrał przy stole wystarczy tylko jedna rzecz. Od początku powstrzymajcie się od dawania psu jedzenia z ręki podczas waszych posiłków. Gdy szczeniak będzie się dopominał i próbował wyżebrać, po prostu go ignorujcie. Tutaj potrzebna jest żelazna konsekwencja. Nic więcej.

Spanie na łóżku

Gruba nie śpi z nami w łóżku. Jak pies jest szczeniakiem to jest to słodkie, ale kiedyś z tego szczeniaka wyrośnie duży pies, a ja nie chcę mieć problemu z miejscem na łóżku. Także w sypialni obowiązuje całkowity zakaz wchodzenia na łóżko i nie ma wyjątków.

Natomiast kanapa w pokoju dziennym jest wspólna. Jednak zanim stała się wspólna, to ćwiczyłam z Grubą około 3 miesięcy, żeby pojęła tym swoim móżdżkiem, że na kanapę się wchodzi, jak jest na to pozwolenie. Obecnie najbardziej lubię takie momenty, kiedy sobie czytam lub robię wpis, a ona zwinięta w kłębek śpi w nogach. Ale wiem, że jak jej powiem zejdź, to po prostu wstanie i zejdzie. I o ten efekt mi chodziło.

dziewczyny_padly_po_masterclassdetection-kopia

Wiem, że badania naukowe pokazują, że spanie z psem w jednym łóżku poprawia nastrój. Dlatego, gdy mam doła, albo Gruba źle się czuje i potrzebuje uwagi, przenoszę się do pokoju dziennego na kanapę i wtedy śpimy sobie w jednym łóżku razem 🙂

Zostaw

Na początku uczyliśmy Grubą komendy zostaw, czyli niepodejmowanie jedzenia. Chodziło o to, żeby przez przypadek nie zeżarła jakiejś trutki. Ćwiczy się na tej samej zasadzie, co “proszę”. Małe kroczki, czyli najpierw smaczek w otwartej dłoni i komenda “zostaw”. Jak próbowała zjadać to dłoń się zamykała. Potem było rzucanie smaczków przed nosem, kładzenie na łapie, rozrzucanie przez osoby postronne itd. Jak coś udało jej się złapać, tzn. jak my byliśmy zbyt wolni, żeby to zakryć, to wyjmowałam jej ten smaczek z pyska.

Komenda "zostaw"

Przy tym, jak obecnie ćwiczymy samokontrolę (zgodnie z tym, co jest napisane w artykule o emocjach) komenda “zostaw” jest już używana tylko i wyłącznie do tego, by Gruba np. nie brała patyków do pyska. Ona czasami lubi coś złapać. Jakąś leżącą szmatę, czy patyk. Tylko po to, by zachęcić do zabawy w ganianego. Natomiast, gdy znajdzie coś “dobrego” do żarcia, a ostatnio było to rozrzucone surowe mięso, to wącha, oblizuje fafle i patrzy wymownie na mnie. Jeśli nie ma “proszę”, to zawiedziona odchodzi. Nie muszę przy tym nerwowo powtarzać “zostaw”.

Podsumowanie

Dla mnie powyższe punkty to są rzeczy, nad którymi należy pracować z psem od pierwszych chwil jego pobytu z nami. Jest nam do tego potrzebna tylko konsekwencja 😉 Jeśli mamy określone, jakich zachowań oczekujemy od naszego psa lub jak ma się nie zachowywać, to mamy znacząco ułatwione szkolenie. Nawet jeśli coś nam nie wyjdzie, to o wiele prościej naprawić błędy niż w przypadku, gdy pozwolimy psu na wszystko i nie będzie miał wyznaczonych żadnych granic. “Bezstresowe wychowanie” jeszcze nikomu nie wyszło na dobre.

O Autorze

8 komentarzy

  1. Natalia

    “Z kolejnym szczeniakiem też spróbujemy.” ?! 😀 Czegoś nie wiem? ;))

    Ze wszystkich rzeczy które opisałaś jedna jest dla mnie i Dzeusa nie do przebicia – jedzenie. 🙁 Żarłok jakich mało. I choć wielokrotnie były treningi ze 100% powodzeniem, by nie podejmował jedzenia z ziemi, obcej ręki i bez pozwolenia. To spuszczony ze smyczy niestety… Jedynie ostry krzyk daje rade (i to nie zawsze!) 🙁
    To jest dla mnie najgorsze, bo zjedzenie trutki może się dla niego skończyć źle.

    Żebranie przy stole jest zasługą Christosa 😀 Wie o tym doskonale. Jak i spanie w łóżku.
    Natomiast skakanie na ludzi to niedopracowanie – nad którym planuje się właśnie zabrać.
    No i oczywiście bezwzględnie się zgadzam, że przywołanie jest najważniejsze. Bardzo jestem dumna z młodego , ze nie podejmuje pogoni za sarną. To była rzecz ( i jest nadal) nad którą się bardzo skupiamy.. I gdyby każdy się tak przyłożył do tego, to nie było by podbiegających psiaków w parku czy uciekających psów, a potem szukających właścicieli.

    AAAAA no i wkurwiające są te dzieci – dosłownie NIENAWIDZE. Nie dość ze przy placach zabaw są dziecięce toalety, to idą patrzą się w oczy psa (ludzie w 80%), cmokają, podpiskują, wymachują dłońmi.. Totalna porażka. 🙁

    Odpowiedz
    • Luiza

      Kolejny szczeniak na pewno będzie, ale to wiesz, nie wiadomo kiedy. Na pewno będziesz wiedziała pierwsza 😉
      Jeśli chodzi o jedzenie, to próbowałaś tzw. “ścieżek pokus”? Mega trudne ćwiczenie, ale też przynosi fajne rezultaty.
      Spanie w łóżku – wiesz, jak kto lubi, ale Gruba jest troszkę innych gabarytów niż Dzeus 🙂 No i ja jednak nie lubię psich zapachów na poduszce. Każdy musi mieć swoje miejsce. Gruba ma posłanie przy samym łóżku i tam jest jej dobrze. Nie zauważyłam, by czuła się przez to mniej przywiązana do nas 🙂
      Skakanie do ludzi – nawet jeśli jest do dopracowania, to najważniejsze, że pracujesz nad tym, a nie przyjmujesz postawę “a nie wychodzi, to dam sobie spokój, bo widocznie on nie kuma”.
      Jeśli chodzi o dzieciaki, to są mega wkurwiające. Najgorsze jest to, że rozumiem swojego psa, jak się wkurza i chce wyskoczyć. Nawet jej współczuje, ale niestety nie można sobie pozwolić na takie zachowanie. Kiedyś do dzieciaka i jego babci powiedziałam wprost, żeby się uspokoił, bo pies się denerwuje i zaraz zacznie warczeć i wtedy będzie płacz. A bachor nadal swoje. Grubą trzymałam za obrożę, stojąc w dużej odległości od dzieciak, ale i tak próbowała do niego wyskoczyć. Dzieciak przestraszony, babcia zdziwiona. A ja wkurzona i mówię “prosiłam”. Babcia zrozumiała i mówi do dzieciaka “po co denerwujesz psa?” Dobrze, że chociaż tak zareagowała, a nie była wkurzona na mnie. Bachor naprawdę się prosił o klapsa.
      Przywołanie – nie mieliśmy okazji do testowania, czy jest bezwzględnie odwoływalna. I mam nadzieję, że jeszcze długo nie będziemy mieli okazji, bo tak naprawdę nadal z nią ćwiczymy. Na ten moment, w sytuacjach “miastowych” jest odwoływalna. Z tym, że wiesz ja tu dzików i saren nie widuję 😉 Widziałam za to zdjęcie i wpis jak Dzeus został odwołany od sarny. I myślę, że wiem jaką dumę mogłaś czuć 🙂 Gratuluję pracy!

      Odpowiedz
      • Natalia

        Nie lubię dzieci – niestety, więc tym bardziej uciekam jak takie widzę. Socjalizowałam młodego, ale potem tego już nie powtarzałam. Nie wymagam by leżał z dzieckiem pod kocykiem i dał się ciągnąć za ogon i uszy jak mój poprzedni pies. Natomiast jestem dumna, że pozwala czasem podejść dziecku do niego i tarmosić fafle (w Chorwacji nas dziewczynka tak “zaatakowała”, byłam dumna że Dzeus stał, nie skoczył na nią, nawet nie uciekał 😮 szok). No ale nigdy wiecej takich sytuacji – chce jeszcze pożyć, a nie zejść na zawał 🙂

        Oj bardzo jestem dumna, ale nie chce więcej takich sytuacji. Mam świadomość, że jest to pies i pomimo treningu, może zdarzyć się tak, że akurat będzie tak nakręcony, że poleci. Lepiej zapobiegać :))

      • Luiza

        Ja niestety wszystkich dzieci nie uniknę, bo często spotykamy je zaraz przy klatce. Nawet jak poprosisz, żeby nie głaskały to i tak łażą z łapami za Grubą. Plusem jej jest to, że nie wyskakuje, ale bardzo widowiskowo unika dotyku obcych. Odchyla całą głowę, wygina ciało byleby tylko uniknąć głaskania. Wręcz książkowy przykład na poparcie tezy, żeby obcych psów nie głaskać po głowie. Dotyk lubi tylko i wyłącznie w wydaniu osób, które zna. Najlepiej, gdy przy pierwszym spotkaniu ktoś dla niej zupełnie obcy ją totalnie oleje. Wtedy jest szansa, że taką osobę polubi. A jak ktoś przy pierwszym spotkaniu jest natarczywy, to raczej mu nie będzie ufać.

        Co do instynktu łowieckiego… Przy takich psach trzeba pracować z nimi przez całe życie. Bo raz się uda i nie pójdzie za zwierzyną, a raz może być pechowy i skończy się źle…. Racja, lepiej zapobiegać 🙂

  2. Paulina

    Temat wyczerpałaś w rewelacyjny sposób 🙂 nie ma tu nic do dodania 🙂 kwestie dzieciaków sama doskonale pamiętam na spacerze 🙂 dzięki Wam mam doskonały poradnik a wiesz, że kiedyś i u mnie zawita jakaś mała sucz 😉 świetnie opisałaś wszystko to, co robicie a ja z przyjemnością i uwagą obserwuje zmiany 🙂 drugiego takiego DA nie ma i nie oszukujmy się ale Gruba jest Waszą wizytówką i dla mnie wzorem idealnego DA (tak tak, wiem “nie ma idealnego psa”) 🙂

    Odpowiedz
    • Luiza

      Nie jesteś obiektywna, bo jesteś zakochana w Grubej ;P Mimo to dzięki za pozytywne i budujące słowa 🙂
      Zobaczyłabyś teraz jak reaguje na tą sąsiadkę, co ma fretkę, to dopiero byś się zdziwiła, jaka może być reakcja na dziecko 😉
      W tym wpisie nie jest jeszcze wszystko opisane. Będzie jeszcze wpis o tym, jak pracowaliśmy w Psim Uniwersytecie na zajęciach grupowych przez pierwszy rok i co w tym czasie osiągnęliśmy oraz jak obecnie pracujemy w Zuziku na zajęciach indywidualnych. Byłaś i widziałaś, że wiele się dzieje i ciągle coś z nią można robić 🙂 I to jest fajne.
      Nie wiem, czy to dobrze, że jest wzorem DA. Jak rozmawiam z ludźmi i mówię, że to Dog Argentyński, to wszyscy są zdziwieni, bo przecież to rasa agresywna i nie wiedzieli, że to takie fajne psy. Przez co zaczynają myśleć, że tak ma ta rasa. I ciągle muszę tłumaczyć, że to nie rasa, a nasza praca z psem 😉 Ale prawda jest taka, że wizytówką jest i się nie wstydzę, a wręcz dumna jestem ze swojego psa 🙂

      Odpowiedz
      • Natalia

        Wizytówka przepiękna :)) Dopracowywana, dokształcana, dopieszczana i w ogóle i w szczególe.

        Co do edukacji odnośnie rasy, to boje się, że Ci wszyscy ludzie którzy czerpią pieniądze z mnożenia psów jak popadnie będą kiedyś zainteresowani DA. Piękne psy, wielki szacunek dla osób które je szkolą… więc jest i zazdrość, jest prestiż, jest chęć posiadania takiego psa. To i uaktywniają się ludzie mający piwnice i zacierają ręce.

        Uważam że tak jest z Astami- choć tutaj historia również odgrywa wielką rolę.
        Mam nadzieję, że DA tego nie dosięgnie, że hodowcy będa bardzo rygorystycznie wybierać przyszłych właścicieli, którzy będą edukować społeczność, że ten pies nie jest dla każdego 🙂

      • Luiza

        Dzięki Natalia 🙂 Przed nami z Grubą jeszcze sporo pracy, ale co tam… zajebista jest 😉

        Niestety co do samej rasy, to przyznam Ci, że patrząc na to, co się dzieje na ringach i komu hodowcy sprzedają psy, to nie wiem co stanie się z tą rasą w najbliższych kilku latach. Większość wypuszczanych miotów wygląda jak krzyżówka DA z Buldogiem Amerykańskim albo Amstaffem. Różowe jak świnki, o zbyt wielkiej wadze. Psy, które ledwo się poruszają, ale najważniejsze, że są wielkie. Hodowcy sprzedają psy komu popadnie, nawet ludziom, którzy wcześniej w swoim życiu nigdy nie mieli żadnego psa. I to nie są pojedyncze przypadki. Wystarczy zobaczyć, ile rodowodowych Dogów jest do adopcji w fundacjach. Nawet nie wiesz, jakie debilne pytania ludzie, którzy mają szczeniaki DA, potrafią zadawać. I zadają je na forum, publicznie. Świadczy to też o tym, że od “swoich hodowców” nie dostają wsparcia, ale jak je mają dostać skoro ci hodowcy też nie błyszczą wiedzą. Mają braki w podstawach. A o behawiorze to nie ma nawet o czym rozmawiać. Z DA niedługo stanie się to, co stało się z Amstaffami. Będą zbyt popularne i każdy będzie mógł sobie takiego sprawić. Różnica będzie tylko taka, że każdy będzie kupował psa za kilka grubych tysięcy, bo prestiż i będzie myślał, że ma Dogo, a tymczasem będzie miał w domu szczurka, który z DA ma tylko kolor wspólny.
        Osobiście mnie to smuci, bo mając Alabamę totalnie przepadłam w rasie i nie wyobrażam sobie posiadania innego psa. Rasa po prostu idealna dla mnie. I wykorzystuję jej cechy na maksa jak się da. Coraz więcej robimy i coraz bardziej się wkręcamy. I widzę, jak ona coraz bardziej się przywiązuje do nas 😉 I nie mam zamiaru jej odpuszczać, więc październik zapowiada się u nas intensywnie 🙂

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany