Tym razem lekki wpis o tym, jakie ustaliliśmy zasady spacerowe, których staramy się przestrzegać wychodząc z Alabamą na dwór. W tym roku miną dwa lata, odkąd Alabama jest z nami. Od początku spacery oznaczały naukę, zabawę i spotkania z innymi szczeniakami w psim przedszkolu. A potem przez pewien okres były przypadkowe spotkania z innymi psiarzami. Na spacerach próbowaliśmy też z nią różnych aktywności, ciągle kombinowaliśmy i zmienialiśmy niektóre rzeczy, przy okazji popełniając błędy. Za każdym razem staraliśmy dostosować się do etapu rozwoju, na którym w danym momencie była Alabama. Przez cały ten czas kształtowały się nam te wszystkie zasady. Niektóre z nich są oczywiste i przestrzegamy ich od samego początku. Inne zostały ustalone na podstawie naszych błędów, a niektóre na podstawie obserwacji innych psiarzy.

Zasada spacerowa nr 1: Sprzątamy po swoim psie

To jest oczywiste, ale warto dopisać komentarz dlatego, że mi samej nie raz zdarzyło się wdepnąć w psią kupę. Dla mnie to jest kwestia kultury i szacunku do innych użytkowników przestrzeni wspólnej. Zbieram kupy, bo sama nie lubię w nie wdeptywać. Tak samo jak nie lubię chodzić po parku, czy polu i szukać kawałka przestrzeni wolnej od rozbitego szkła, resztek żarcia i papierków po batonikach. Każdy ma pretensje do psiarzy, że nie sprzątają po swoich psach. Ale często te same osoby nie mają problemu z zostawianiem po sobie rozbitych butelek po piwie. Wdepnięcie w psie gówno kosztuje trochę mniej niż rozwalenie sobie przez psa łapy. Wiem coś o tym, bo taki wypadek nas spotkał. Oczywiście, to nie jest wytłumaczenie, żeby po psie nie sprzątać, “bo inni nie sprzątają”.

Ja nie widzę problemu w posprzątaniu za mojego psa. Bez względu na to, czy jest to w centrum miasta, czy na polu. Sprzątam i noszę worek ze sobą, aż trafię na jakiś śmietnik. Generalnie zdarzyło mi się nie posprzątać po Grubej z dwa razy. Raz nie mogłam tej kupy po ciemku znaleźć w krzakach. Dwa, gdy Gruba miała biegunkę i lała się woda. Jednak nie oszukujmy się, te wszystkie kupy na chodnikach i trawnikach, to nie są takie wypadki. To jest chamstwo po prostu. Prostak nigdy nie zrozumie, dlaczego powinien kupę sprzątać. Jeszcze będzie się cieszył, że wszystkich wykiwał i tego, co sprząta, nazwie frajerem.

Zasada spacerowa nr 2: Nie pozwalam na kontakt z nieznanymi psami

Powód pierwszy: rasa

Wspominałam już o tym przy okazji wpisu o szkoleniu. Są trzy główne powody, dla których wprowadziłam zasadę braku kontaktu z nieznanymi psami. Pierwszy jest powszechnie znany. Rasa. Tutaj są dwie kwestie. Jedna to taka, że sam sposób zabawy Grubej z innymi psami jest powszechnie nieakceptowalny. Najczęściej jej próba zachęcenia innego psa do zapasów kończy się zawodzeniem właściciela drugiego psa o tym, jak to mój pies próbuje zdominować ich psa. Zabawę w stylu dogo argentino zrozumie tylko właściciel psa w podobnym typie. To jest specyficzny sposób zabawy i trzeba się do tego widoku przyzwyczaić.

Kolejna kwestia to sposób rozwiązywania konfliktów przez Grubą. Ona jest w stanie trochę przytrzymać nerwy na wodzy. Ale nie trwa to w nieskończoność i jak efektu nie przynosi polubowne rozwiązanie sytuacji, to Gruba przechodzi do bicia. I jak już do tego bicia dojdzie, to nie ma zmiłuj. Jest to dość agresywne i niestety przy jej sile może wyrządzić drugiemu psu krzywdę. I tutaj trzeba jednak wziąć pod uwagę rasę. Gruba jest psem rasy agresywnej. Zawsze muszę brać pod uwagę, że nawet fajna zabawa może zakończyć się spinką. Mam tego świadomość i wolę do takich sytuacji po prostu nie dopuszczać.

Powód drugi: nieogarnięci właściciele

Drugi powód jest taki, że nie chce mi się ogarniać nie tylko swojego psa, ale również czyjegoś. Niestety, prawda jest taka, że przeciętny wyprowadzacz psa nie umie czytać swojego psa. We wszystkich sytuacjach, do których doszło do spinki między Grubą, a innym psem, właściciel niestety nie umiał odczytać zachowania swojego psa.

Ostatnia spinka miała miejsce we wrześniu. Gruba wtedy szukała kompana do zabawy, a akurat na polu był facet z labradorem, do których Gruba ma sentyment. Oczywiście facet zastrzegał, że jego pies nic nie zrobi i z chęcią się pobawi. Problem był taki, że jego pies się nie bawił, a próbował się nad Grubą znęcać. Ona już wtedy była dość pewnym siebie psem i szybko to zauważyła. Próbowała przekierować jego uwagę z siebie na zabawę patykiem i kopanie dziur, jednak pies zareagował tylko bardziej zawziętym zaganianiem jej. Ja też to zauważyłam i jeszcze zdążyłam do kolesia powiedzieć, że będzie spinka i przywołujemy psy do siebie. I właśnie w momencie, w którym każde z nas zaczęło swojego psa przywoływać, Gruba złapała labradora za kark i jak szmatą rzuciła o ziemię. Na szczęście w tym przypadku koleś był na tyle ogarnięty, że nie miał pretensji. Jeszcze mi pogratulował, że mam niezły timing.

Jednak rzadko kiedy kończy się to uprzejmościami. Częściej są pretensje i zwalanie winy na mojego psa. Nie chce mi się użerać z ludźmi, więc łatwiej jest mi powiedzieć “proszę zabrać psa, mój pies się nie będzie bawił”, niż tłumaczyć potem dlaczego mój pies miał prawo do takiej reakcji.

Wyjątki

Staram się tej zasady przestrzegać, chociaż czasami robię wyjątki. W sytuacji np. takiej jak ostatnio mnie spotkała. Już od wielu miesięcy Gruba nie ma kompana do zabawy. Wszystkie małe psy, które zna od szczeniaka, już nie chcą się z nią bawić. Do tego zajęcia z komunikacji na zimę zostały wstrzymane. I widać, że Grubej ewidentnie brakuje kontaktów z własnym gatunkiem. I ona jasno daje o tym znać.

Idę sobie z nią, a za nami idzie jakiś pan z psem. Jak się z nami zrównał, to zapytał, czy suka, czy samiec. I jak się okazało, że suka, to stwierdził, że spuszcza swojego psa ze smyczy. Zaczęłam z nim rozmawiać, że lepiej nie, bo może być nerwowo itp. itd. A Gruba w tym momencie padła przed tym psem w ukłon zachęcający do zabawy i zaczęła mi na tej smyczy zapierdzielać i robić kółeczka. Bardziej jasnego komunikatu nie mogła dać, że ona ma ochotę na zabawę. Puściłam ją i zaczęła szaleć. Z tym, że okazało się, że ten pies to staruszek. W dobrej formie, ale jednak nie dał rady z nią biegać, więc po jej 5 minutach biegania na około niego i zachęcania do gonitwy, wzięłam ją na smycz i każdy poszedł w swoją stronę.

Generalnie na kontakt z nieznanymi psami nie pozwalam. A jeśli pozwalam to tylko w przypadku, gdy jestem pewna, że nic się nie stanie, jak w sytuacji opisanej powyżej. A to niestety wielka rzadkość. Lub są to zajęcia z psiej komunikacji, które odbywają się pod nadzorem osób z dużym doświadczeniem w prowadzeniu takich spotkań.

Zasada spacerowa nr 3: Spacer to czas tylko i wyłącznie dla mnie i mojego psa

Podczas spacerów mam zasadę, że skupiam się na swoim psie. Nie przeglądam fb, nie odpowiadam na sms ani maile. Często nawet nie odbieram telefonu. Jak ktoś jest bardzo natarczywy, to odbieram i mówię, że jestem z psem i oddzwonię. Jest to też powód, dla którego nie mam zbyt wiele zdjęć Grubej ze spacerów, bo najczęściej nie mam ani czasu wyjąć telefonu, ani za bardzo mi się nie chce, bo wolę w tym czasie się na nią pogapić. Staram się, by ten czas był tylko mój i Alabamy. Ma to dwie bardzo istotne zalety. Najważniejsza to ta, że wzmacniam więź ze swoim psem. A druga jest taka, że spacer z psem pozwala zresetować umysł po całym dniu w biurze.

Robię z Grubą mniej więcej 3 – 4 spacery w ciągu dnia. Dwa krótkie, takie po około 30 minut, rano po wstaniu i wieczorem przed snem. I na tych spacerach raczej z nią nie ćwiczę. Za to pozwalam jej na dowolną eksplorację otoczenia. Dlatego właśnie zwykły spacer na siku i kupę nigdy nie trwał krócej niż 20 minut. Bo dla niej jest zawsze sporo ciekawych rzeczy do wywąchania.

W zależności od pogody i okresu, robię z nią jeszcze 1 lub 2 spacery trwające minimum godzinę, a zwykle kończy się taki spacer po 1,5 godzinie. I to jest ten główny i najważniejszy punkt dnia. Na tych spacerach ćwiczę z nią elementy posłuszeństwa i samokontroli. Mamy też wspólną zabawę, czasami z zabawkami, czasami bez. Ale to jest właśnie ten czas, który staram się wykorzystać na maksa. Chodzę z nią różnymi trasami, żeby nie było nudno. Pozwalam jej też na swobodne węszenie. Po prostu staram się, by te spacery były atrakcyjne. I by wracała z nich zmęczona.

Staram się też na takich spacerach znaleźć jakieś odludne miejsce, w których mogę swobodnie Grubą puścić. Widzę, że po długim okresie bez swobodnego biegania w swoim tempie Gruba dostaje po prostu szału i zaczyna wariować na smyczy. I nie jest to przyjemne, ani dla mnie, ani dla niej.

Ale o wiele bardziej przeszkadza mi to, że bez swobodnego biegania pogorszył jej się ruch. Jest kilka rzeczy, które mi się u niej nie podobają, ale ruch ma piękny. Ona od małego porusza się niezwykle sprawnie i widowiskowo. I jestem tak tym zafascynowana, że widzę każdą drobną zmianę. I niestety, ale spacer na smyczy w dłuższym okresie czasu znacząco wpływa na ruch, pogarszając go. Nie jest tak, że porusza się jak kaleka, ale to już nie jest to. Dlatego w godzinach, w których normalni ludzie nie wychodzą z psami, ja idę z nią i puszczam ją, by sobie najzwyczajniej w świecie pozapieprzała. Staram się wybierać miejsca takie, by nie było nie tylko innych psiarzy, ale również, by nie było dzikiej zwierzyny. Z niecierpliwością czekam na okres, aż będzie dłuższy dzień, żeby móc gdzieś z nią po pracy jeździć poza naszą dzielnicę.

Zasada spacerowa nr 4: Używam słowa przepraszam

Przyjęłam sobie zasadę, że jak tylko Gruba zachowa się nieodpowiednio wobec jakiegoś przechodnia, to po prostu przepraszam za jej zachowanie. Robię to, bo po prostu tak należy. Nie każdy musi być psiarzem i być wyrozumiałym dla nieodpowiednich zachowań czyjegoś psa. Oczywiście robię tak wtedy, gdy Gruba zachowa się nieodpowiednio bez prowokacji ze strony przechodnia. Bo nie raz zdarzyło mi się, że ludzie sami prowokowali, by zareagowała. Jak ostatnio pewien rowerzysta, który na przejściu dla pieszych celowo zjechał ze ścieżki rowerowej i jechał wprost na Grubą, a potem na milimetry ją wyminął. Gruba oczywiście na wkurwie warknęła i chciała wyskoczyć, ale widziałam, co się dzieje i w porę skróciłam smycz. W takim przypadku debil nie usłyszy słowa przepraszam, a Gruba nie dostanie nawet reprymendy. Na szczęście nie są to notoryczne przypadki.

Ogólnie jednak słowo przepraszam ma magiczne możliwości. Nawet teraz, gdy Gruba wygląda dla niektórych groźne, to gdy tylko przeproszę jest po problemie. Jeszcze nie zdarzyła mi się sytuacja, żeby ktoś się na mnie niepotrzebnie wyżywał, czy próbował dyskutować o tym, jak to takie psy powinny być zakazane. Takie małe słówko, a może naprawdę wiele zdziałać i warto je używać. Czasami oczywiście jest tak szybka akcja, a ja jestem w lekkim szoku i nie zdążę powiedzieć “przepraszam”, jednak mam potem wyrzuty sumienia i zastanawiam się, czy ktoś nie wziął nas za pojebów. Staram się więc nie pozwalać sobie, by stało to się normą.

Zasada spacerowa nr 5: Nie tłumaczę się za zachowanie swojego psa

Zrozumienie, że nie muszę się tłumaczyć za zachowanie swojego psa zajęło mi naprawdę sporo czasu. Przez długi okres czasu, jak tylko Gruba zachowała się nieodpowiednio albo odpowiednio, ale właściciel drugiego psa uznał, że reakcja była nieodpowiednia, to miałam głupi zwyczaj tłumaczenia jej zachowania. I problem polegał na tym, że taki przeciętny Kowalski i tak wiedział swoje, i próbował mi robić wykłady na temat psiej komunikacji. A i tak wszystko przeważnie sprowadzało się do nędznej teorii dominacji albo oczywiście do kwestii rasy.

Pamiętam, jak wyszliśmy po raz pierwszy z Grubą na spacer poza osiedle, jak już minął okres kwarantanny po szczepieniu. Z naprzeciwka szła babka z bokserem. Jak tylko bokser ujrzał Grubą, to się naprężył i szedł wprost na nią. Taki wiecie, terminator. Gruba się wystraszyła i jak on do niej doleciał, to warknęła i schowała się za moje nogi. A co “ogarnięta” właścicielka na to? Rzuciła hasło “taka mała, a już taka agresywna”. My oczywiście zaczęliśmy Grubą tłumaczyć, że to pierwszy spacer, że jeszcze się boi itd. Totalnie bezsensu. Ta babka i tak kompletnie tego nie rozumiała i jeszcze próbowała nam wmówić, że jej bokser ma adhd i że w ogóle boksery tak mają i nie muszą się w odpowiedni sposób witać z innymi psami. Jaki jest efekt tego spotkania? Obecnie jak z daleka widzę tego boksera, to przechodzę na drugą stronę ulicy i omijam ich szerokim łukiem 😉

Bardzo duży wpływ na moje postrzeganie problematycznych zachowań miały zajęcia z klas komunikacji. Dopiero na tych zajęciach nauczyłam się, że każdy pies ma jakieś swoje pierdolnięcie. Coś co je szybko wyprowadza z równowagi albo stresuje i co powoduje, że reagują na to w określony sposób. Często nieakceptowany przez społeczeństwo. Teraz już tego nie oceniam. Jeśli widzę, że pies zachowuje się nawet agresywnie, ale jego właściciel nad tym psem panuje i nie muszę mieć obaw, że pies się wyrwie, to nie oceniam tego. Ot, pies problemowy.

Mijam czasami takiego malamuta, który jak tylko z daleka zobaczy Grubą, to dostaje piany na pysku. Właścicielka zawsze musi zejść na pobocze lub trawnik i czeka, aż przejdę z Grubą. A ten w między czasie rzuca się na każdą stronę. Kiedyś bym sobie pomyślała, że mogłaby się wziąć za szkolenie. Teraz patrzę i widzę, że dziewczyna ma świadomość i stara się nie uprzykrzać mi życia. I nie jest roszczeniowa, że to ja powinnam im zejść z drogi. Teraz nauczyłam się myśleć, że może pracują nad tym i nie ma jeszcze efektów? A może po prostu coś, co dla mnie nie powinno mieć miejsca, dla tej osoby i jej psa jest wielkim krokiem na przód w ich pracy?? Poza tym, pfff tak jakbym sama miała zajebiście wyszkolonego psa….

Gruba ma swoje zachowania, które nie raz dla mnie są irracjonalne. Czasami też jej niektóre reakcje są, z mojej perspektywy, po prostu nieadekwatne do sytuacji. Nauczyłam się nie przejmować tym, co jakiś postronny obserwator może sobie o tym pomyśleć. W takich sytuacjach gdybam i staram się zrozumieć, co mogło u Grubej taką reakcję spowodować. I przede wszystkim pracuję nad zachowaniami, które z mojej perspektywy nie powinny mieć miejsca. Jeśli takie sytuacje mają miejsce i ktoś jest w pobliżu, to nie tłumaczę, tylko przepraszam i idę dalej. Tylko tyle i aż tyle wystarczy.

Warto opracować swoje zasady spacerowe

Tak przy okazji tego wpisu uświadomiłam sobie, że w sumie dzięki przestrzeganiu tych pięciu zasad, spacery stały się o wiele mniej stresujące. Nauczyłam się odmawiać ludziom, kiedy są nachalni i wiedzą lepiej, co jest “dobre” dla mojego psa. Nie mam ciśnienia (jak kiedyś), że mój pies potrzebuje kontaktu z innymi psami. Jeśli go potrzebuje, to sama daje o tym znać. Ogólnie spacery są o wiele ciekawsze.

Myślę, że warto ułożyć pod siebie i swojego psa takie zasady spacerowe,  bo to ogranicza trochę stresu (zwłaszcza przy tej rasie) i ma się gotowe rozwiązania w typowych sytuacjach.

 

O Autorze

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany